piątek, 18 stycznia 2013

Część I

               Alexia siedziała na parapecie, wlepiając wzrok w nocną panoramę miasta. Lubiła to robić, zwłaszcza ostatniego wieczoru przed wyjazdem do Snowhange. Z kubkiem gorącej herbaty mogła to robić godzinami. W końcu były to ostatnie chwile spokoju i wyciszenia przed nowym, jeszcze bardziej intensywnym rokiem nauki. Siedząc tak, nie myślała o niczym. Wszystkie problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie miała ona teraz ochoty na zbędne zajmowanie się zaklęciami, eliksirami czy innymi magicznymi sprawami. Teraz zależało jej tylko na uspokojeniu umysłu.
               Tę chwilę wyciszenia przerwało jej ciche miauczenie dochodzące zza drzwi do jej pokoju. Szatynka odłożyła kubek na szafkę, która stała koło jej łóżka i ruszyła, aby otworzyć drzwi swojemu futrzastemu przyjacielowi.
               Kotka o imieniu Emma, przywitała swoją opiekunkę przyjaznym miauknięciem, po czym ruszyła w stronę okna. Alexia zrobiła to samo. Wzięła powtórnie kubek ze swoją ulubioną herbatą i usiadła koło kotki, która wygodnie rozłożyła się na parapecie, wyraźnie domagając się pieszczot ze strony swojej właścicielki.

***

               Rano Alexia obudziła się dość wcześnie, gdyż jak zwykle przed wyjazdem do Snowhange była lekko poddenerwowana. Wiedziała, że przez wakacje wiele się zmieniło. Z resztą ona też już nie była tą samą osobą, którą była niespełna dwa miesiące temu. Na pewno była bardziej otwartą i śmielszą Alexią niż wcześniej. Uwierzyła bardziej w siebie, była bardziej zmobilizowana do nauki i nastawiła się głównie na sukces w tym roku szkolnym.
               Podeszła do lustra wiszącego na ścianie zaraz koło ogromnej szafy z ciemnego drewna i jeszcze raz przeczesała swoje długie, kasztanowe włosy.  Z eleganckiej, białej szkatułki wyjęła niebieską wstążkę, która świetnie podkreślała jej głębokie oczy tego samego koloru i przewiązała nią pofalowane włosy.  Wyjęła z kosmetyczki czarny eyeliner, po czym musnęła swoje powieki tuszem, tworząc idealnie prostą kreskę tuż nad linią rzęs. Zawsze lubiła dobrze wyglądać, mimo że nigdy nie przepadała za mocnym makijażem, który według niej był wręcz odstraszający. Z jednej z szafek pokojowej meblościanki wyjęła parę swoich ulubionych jeansów, grubą, biało-turkusową koszulę w kratkę i sweter, planując założyć go pod koszulę, z uwagi na to, że w Snowhange zawsze było jej potwornie zimno.

***

               Alexia, słysząc już poranne pogawędki jej młodszego brata z matką, zeszła na dolne piętro, aby do nich dołączyć. Przez lekko rozwarte żaluzje wpadały poranne promienie słońca, gdy dziewczyna powoli schodziła po krętych, mahoniowych schodach, których nie lubiła już od swojego wczesnego dzieciństwa. To na nich niegdyś upadając, wybiła sobie pierwsze mleczne zęby. Jej matka tłumaczyła, że i tak prędzej czy później same by wypadły, ale jako dziecko nie chciała nawet o tych słyszeć. Po prostu obwiniała je za to nieszczęście, które zostało w jej pamięci po dzisiejszy dzień.
               Swojego podekscytowanego brata i poddenerwowaną matkę znalazła w kuchni. Siedzieli jeszcze przy stole. Dziewczyna spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą.
- Alexia, ruszaj się! Jesteś spakowana? ? trafnie zauważył siedmioletni Conor.
- Jestem już praktycznie gotowa do wyjścia. Muszę tylko zjeść coś i umyć zęby - odpowiedziała.
Jej matka, urocza blondynka o równie niebieskich oczach jak jej córka, spojrzała się na rodzeństwo wzrokiem proszącym o pomstę do nieba, ale z jej ust nie wypłynęło ani jedno słowo. Nie chciała po prostu dłużej zajmować swoich dzieci, ponieważ wiedziała, jak to się zawsze w takich przypadkach kończyło. Zresztą wątpiła, że i tak by coś z tego jej pociechy zapamiętały. Wstawiła brudne talerze do zlewu i wyszła z pomieszczenia, aby pomóc synowi spakować książki i dopiąć już wszytko na ostatni guzik.
               Przy stole rodzeństwo zaczęło rozmawiać na temat szkoły. Conor w tym roku miał rozpocząć naukę w Snowhange, dlatego zadawał swojej starszej siostrze tyle pytań. Obawiał się wielu rzeczy, nie wiedział czego może się spodziewać.
- Uwierz, że ta szkoła nie jest naprawdę taka zła ? zapewniała.- Zajęcia są naprawdę ciekawe, nauczyciele dość sympatyczni, odbywają się też wymiany uczniów, obozy przetrwania i bale, ale na ogół są one organizowane dla klas starszych.
- A macie szkolną gazetkę? - dopytywał chłopak.
- Oczywiście, że tak. Głównym redaktorem jest Sylvia Ruud. Radzę ci przy niej za dużo nie mówić, aby później nie mieć nieprzyjemności.
               Siedmiolatek spojrzał zdziwiony na siedzącą obok niego Alexię, jednak postanowił dostosować się do tego, co powiedziała siostra i trzymać się z daleka od redaktorki gazetki.
- Jejku, chciałbym cię zapytać o tyle rzeczy, ale nawet nie wiem od czego zacząć - powiedział po chwili ciszy.
Szatynka odłożyła kubek z herbatą i kątem oka zerknęła na wiszący za nią zegar ścienny. Wskazywał on godzinę 8:45.
- No wiesz, najlepiej byłoby zacząć od początku, ale nie mamy teraz na to czasu. Musimy się powoli zbierać, jeśli chcemy zdążyć.
- No fakt, fakt. Masz rację - odparł Conor i pomknął do przedpokoju ubierać buty.
Alexia włożyła wszystkie brudne naczynia do zlewu i poszła na górę, aby znieść swoje bagaże.

***

              - Alexia, a właściwie to kim jest nasza woźnica? -  zapytał zaniepokojony chłopak.
Dziewczyna spojrzała na wysoką, szczupłą postać w czarnym, postrzępionym płaszczu.
- Kościotrupem - odparła w pełni spokojna Alexia, tak jak by mówiła o najbardziej oczywistej rzeczy na świecie. W końcu dla niej to nie było niczym niespotykanym, a tym bardziej nowym. W przeciwieństwie do jej brata, jechała do Snowhange już po raz dziesiąty i wiedziała, że w świecie czarów już chyba nic jej nie zdziwi. Z tej chwili zadumy wyrwało ją kolejne pytanie brata.
- Mogłabyś mi dokończyć opowiadać o Snowhange?
- Ah tak, oczywiście. A więc mamy trzy domy: Placidus, w którym jestem ja, Ferox i Homestus.
- Też bym chciał być w Placidusie. Praktycznie wszyscy tam są. Ty, kuzynka Lena, kuzyn Alan...  - zaczął, choć wiedział doskonale, że to już nie od niego zależy.
- Powiedz, że musisz utrzymać tradycję rodzinną - zażartowała Alexia, chcąc poprawić bratu humor, choć i tak była prawie pewna, że chłopak, jak cała reszta rodziny, zostanie przydzielony do wilków. - A samo przydzielanie pierwszoroczniaków odbywa się tak: wchodzisz na podest, i wyciągasz różdżkę. Nad tobą wisi mnóstwo sopli. Największy z nich jest na wprost ciebie. Kiedy będziesz już przygotowany, uderzasz w niego trzykrotnie różdżką, a wtedy sople spadają wokół podestu i układają się w kształt jakiegoś zwierzęcia, które symbolizuje dany dom.
- I żaden nie uderzy cię w głowę? - zapytał Conor.
Dziewczyna uśmiechnęła się do swojego brata rozbawiona tym, co przed chwilą powiedział.
- Jeszcze nikomu jak do tej pory się to nie zdarzyło.
- Ufff, to dobrze. A dużo jest zajęć?
- To jeszcze zależy od tego, co sobie wybierzesz. Ja chodzę na prawie wszystkie przedmioty, jakie są możliwe. Ale możesz też być jak Lena, która chodzi tylko na zajęcia obowiązkowe. A teraz dość pogaduszek. Zbieraj się i narzuć szatę. Zaraz lądujemy.