środa, 11 września 2013

Część VII

Dzień był dość zimny. Chłód z zewnątrz wręcz przeszywał kamienne mury zamku, stwarzając w dormitoriach, salach lekcyjnych i na korytarzach Bożonarodzeniową atmosferę. Lecz nie, to był dopiero przełom wrześnie z październikiem. Uczniowie, przytuleni mocno do siebie przesiadywali każdą wolną chwilę przy kominkach, by się ogrzać, patrząc, na roztańczone, białe płateczki śniegu za oknem. Było ich tak wiele, lecący puch z nieba sypnął na ziemię i powolutku opadał na gałęziach drzew, krzaków, murach, płotkach, tonąc jedynie w jeszcze nie zamarźniętej tafli wody.
Siedziała na łóżku, skulona, przykryta trzema kocami. Nie, wcale nie przesadzała. Chłód był tego dnia nie do zniesienia nawet dla ludzi, którzy przecież na co dzień żyją w oziębłych warunkach klimatycznych. Ona zawsze wolała ciepło, marzyła, by wyjechać w przyszłości do ciepłych krajów. Nie raz marzyła o gorącej Hiszpanii. W snach widziała się już tonącą w blasku rozgrzewającego jej ciało słońcu. Gorący piasek piasek i morze. Wszystko niczym jak w bajce, innej niż jej. Ona mieszkała w krainie wiecznego lodu i chłodu. Dam natomiast.. Tam było inne życie!
Donośne pukanie w okno dopiero wyrwało ją z świata książki. Nieduża sówka właśnie pukała dziobem o szybę, sygnalizując swoje przybycie.
- W końcu – rzekła Alexia, powoli wstając osowiała z łóżka. Wyjmując nogi spod kołdry na przywitanie owiał ją chłód, na co ona odburknęła jedynie cichym 'brrr'. To zdecydowanie było motto dzisiejszego dnia.
Podeszła do okna i otworzyła jego jedną połówkę, a zaśnieżona sowa wpadła do sypialni. Energicznym ruchem szatynka zamknęła okiennice. Sięgnęła różdżkę z etażerki, robiąc kułeczko w powietrzy. Po chwili koperta, którą przyniosła sowa, była już w jej rękach rozdzierana szybkimi ruchami. Nadawcą listu była matka Alexii.
Nim dziewczyna zdążyła dokończyć otwieranie listu, on otworzył się do końca sam, wyginając się w kształt krwisto czerwonych ust. Później pojawiły się jeszcze usta i język.
- Conorze Walsh! Czy myślałeś, że ja się nie dowiem? Że JA się nie dowiem? No to się grubo mylisz. Słyszałam o tym, że zniszczyłeś różdżkę, ba, nawet wiem, w jakich okolicznościach się to wydarzyło. Nie myślałam, że jesteś tak nieodpowiedzialny.
Alexia patrzyła się wprost na gadającą przed nią kartkę papieru z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała dlaczego matka wysłała ten list do niej, skoro mówi tu tylko o Conorze.
- Jeszcze kilka słów o tobie, Alexio. Dostałam czarodziejską pocztą powiadomienie, że nie było cię z niewyjaśnionych przyczyn ostatnio na zajęciach. Czyżbyś była chora? A może postanowiłaś sobie zacząć wagarować w ostatni rok nauki? Wiedzcie, że nic nie umknie mojej uwadze. Na razie żegnam was, powodzenia życzę i całuję. Mama.
Po czym list sam się zwiną i zanurkował w poszarpanej kopercie, która o dziwo była cała. Jakby nienaruszona.
- Zaniosę to lepiej Conorowi. Niech wie, że ma przerąbane. - mruknęła, wsuwając na nogi buty. Tak na wszelki wypadek wzięła też jeszcze jeden sweter, złapała za list i wyszła z dormitorium. - Oh, ależ on się ucieszy z swojego pierwszego wyjca.


***


Melody i Alexia siedziały w dormitorium, każda zajmując się sobą samą. W pokoju było cicho, jedyne dźwięki jakie było słychać, to gwizd wiatru za oknem. A jednak nie! Nagle, w pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Alexia uniosła wzrok, lecz zanim zdążyła powiedzieć 'proszę!' lub 'kto tam?' w drzwiach stanął Dean, Dean Cain. Dość wysoki chłopak, o ciemnych włosach i - jak było widać na załączonym obrazku – ślicznym uśmiechu.
- O, Dean! - Pierwsza odezwała się Melody, odwzajemniając również uśmiech i wstając energicznie z łóżka. Rozłożyła ręce, by przytulić przyjaciela.
- Cześć, mała! - objął mocno dziewczynę, a następnie posłał uśmiech jej współlokatorce - Alexia, tak?
Walsh spojrzała na chłopaka, uśmiechając się do niego równie uroczo, co on do niej.
- Owszem, Alexia.- przytaknęła - A ty to... Dean?
' Jakbym mogła cię nie znać ' pomyślała. Nie dość, że przyjaciel jej przyjaciółki, to jeszcze zawodnik jednej z drużyn przeciwnych w quiddichu i co jak co, ale przstojny chłopak.
- Tak, dokładnie. Dean Cain, we własnej osobie. - Mrugnął do niej. - To, co dziewczyny porabiacie w tak piękny dzień? - Rzucił spojrzeniem raz na jedną, raz na drugą.
- Ja się właśnie szykuję na spotkanie, więc zostawiam was na chwilę samych. - Tajemniczy uśmieszek Melody dał Alexii znać, że ma coś głupiego na myśli. - Tylko bądźcie grzeczni! - krzyknęła żartobliwie znikając w łazience, przez co Alexi zrobiło się strasznie głupio. Melody zawsze wiedziała co powiedzieć, by Alexii zrobiło się głupio i włączyła się u niej 'blokada'. Tak też się stało tym razem.
Atmosfera zaczęła robić się coraz bardziej drętwa. Dziewczyna spoglądała raz na podłogę, raz na ufit, raz za okno, ale nigdy na chłopaka. Szukała punktu zaczepienia. Czegoś, o czym mogła zacząć rozmawiać. Cóż, nie ukrywa, że nie jest najlepsza w te klocki. Trudno, trzeba działać. Ale co będzie, jeśli zapyta się go o coś i go urazi? Albo Dean ją wyśmieje? Cholera jasna! Czym ona się tak denerwuje, przecież gadanie z chłopakiem to nic takiego strasznego.
- Jesteś przyjacielem Melody? – zapytała głupio. Chciała sobie klasnąć brawo, tłum w jej głowie zaczął wiwatować na jej cześć. JEJ! Zaczęła rozmowę. Wybrała może i kulawy temat, lecz ważne dla niej było, że odezwała się pierwsza.
Dean uśmiechnął się rozbawiony.
- No i zaraz mnie wyśmieje – pomyślała.
- Tak, jestem. - Usiadł na łóżku Melody, patrząc na dziewczynę. - A ty przyjaciółką z tego co wiem. - Bardziej stwierdził, niż zapytał. - Nie wiesz, gdzie ona się tak szykuje? – zapytał, pokazując ręką na drzwi od łazienki. Dziewczyna odwróciła głowę, by spojrzeć w pokazywanym przez Deana kierunku.
- W sumie to sama nie wiem, ale wszyscy lubią dobrze wyglądać - rzekła, uśmiechając się szerzej niż wcześniej. Wierzyła, że szczerym, szerokim uśmiechem może naprawić i naprostować całą tą krzywą rozmowę.
- Widać po tobie. - Skwitował krótko i uśmiechnął się do niej po raz kolejny. Sam nie wiedział co go podkusiło, żeby tak powiedzieć. - Nie często cię widać na szkolnych korytarzach po lekcjach. - Skomentował. - Gdzie się tak zawsze ukrywasz?
Alexia poczuła, jak jej policzki rozpalają się do czerwoności. Nie często słyszy takie komplementy. Zrobiło jej się okropnie przyjemnie, ale zarazem głupio. Miała ochotę schować się pod kołdrę.
- Zazwyczaj w bibliotece, wiesz, takie ciche miejsce, gdzie jest dużo ciekawych książek. - odrzekła, wybuchając przy tym śmiechem, uświadamiając sobie, jak to niezgrabnie ujęła.
- To muszę częściej odwiedzać bibliotekę - powiedział za nim zdążył pomyśleć. Dziwnie się przy tej dziewczynie zachowywał. Zaraz wyjdzie na jakiegoś taniego podrywacza, lub lovelasa. Zamilkł, słysząc szum prysznica dochodzący z łazienki. - Sam nie za często tam bywam - przyznał szczerze.
Alexia pokiwała głową, przyznając mu rację. Nie widziała go ani razu w bibliotece. W ogóle nie rozumiała ludzi, którzy nie czytają książek.
Dziewczynie od razu przypadła do gustu szczerość, z którą chłopak mówił. Nie owijał w bawełnę, że codziennie chodzi do biblioteki, żeby jej zaimponować. Po prostu mówił co myślał, czasami nawet nie pomyślał nim coś powiedział, lecz to Alexii wcale nie zrażały, wręcz przeciwnie – imponowało. Uważał to bardziej za urocze, niż odpychające.
- Możemy się kiedyś przejść razem. – zaproponowała sama z siebie. Byłaby to dla niej ogromna przyjemność.
-Jeśli obiecasz, że będzie ciekawie - zaśmiał się lekko. - Ale w takim towarzystwie, to chyba wszędzie jest ciekawie - dodał po chwili. Czuł się jak coraz większy głupek. Miał nadzieję, że nie pomyśli o nim źle. Widział, że zaczerwieniła się na jego słowa. Nie miał zamiaru jest speszyć. Na szczęście w tym momencie do pokoju weszła Melody, nieco ratując całą tą dziwną sytuację.
- Widzę, że byliście grzeczni - zaśmiała się. - Dean, wpadłeś bez zapowiedzi i nie mogę ci poświęcić dzisiejszego dnia, ale przynajmniej mnie odprowadzisz, co? - pociągnęła go za rękę.
Dean spojrzał tylko na Alexię, uśmiechnął się delikatnie i zasalutował jej ręką na pożegnanie. Ona zaś odwzajemniła uśmiech i gdy już wyszli, położyła się na łóżku.
- O kurczę..