poniedziałek, 11 marca 2013

Część II

Dla Tośki, bo wytrwała ze mną.


Wszystko było w tym momencie takie niezrozumiałe. Stała tam, przed ogromnymi, potężnymi drzwiami mając kompletny mętlik w głowie. Sama do końca nie wiedziała dlaczego. Może nie była jeszcze psychicznie przygotowana na nową dawkę emocji związaną z nadchodzącym rokiem szkolnym?  Tak na prawdę, to Alexia czuła głęboko, że nie wyleczyła się jeszcze ze swojej zeszłorocznej sympatii i Snowhange jej o tym wszystkim przypomina. Miała nadzieję zapomnieć, a zapamięta to do końca życia. Pierwszej miłości się nie zapomni nigdy, chodź byśmy nie wiem jak chcieli.
Wiatr rozwiewał jej idealnie proste, kasztanowe włosy, a wzrok tkwił w lekko uchylonych drzwiach. Na jej twarzy nie było widać krzty emocji. Kompletne zero. Czuła nawet, że nie może zrobić kroku na przód. Po prostu coś jej mówi ,,nie’’.
- Nie chcę ci przerywać oglądania tych drzwi, ale mogłabyś się tak łaskawie ruszyć?
Z zadumy wyrwał ją głos, należący do pewnego młodzieńca, o cudnych kryształowo niebieskich oczach i ciemno-brązowych  włosach. Conor, bo tak miał na imię chłopak był jej młodszym bratem, bez którego tak na prawdę chyba by nie mogła żyć. Mimo, iż czasami doprowadzał ją on do furii, nie wyobrażała sobie życia bez niego. Każdy, nawet najbardziej przygnębiający dzień szybko stawał się radosnym dzionkiem, gdy tylko usta chłopaka otwierały się, a z nich wydostawały się słowa, a nawet bardzo dużo słów. Śmiał się, odkrywając śnieżnobiałe zęby a jego oczy wręcz iskrzyły radością.
- Tak, to w sumie... w sumie to dobry pomysł – zacięła się Alexia.
- No więc chodź. – odparł.
- No idę.
- Nie widzę jakoś – rzekł – wiesz, z tego co mi wiadomo, to aby się gdziekolwiek ruszyć, to trzeba podnieść jedną nogę, później ją postawić przed siebie i z drugą zrobić tak samo – docinał siostrze. Dziewczyna spojrzała się na chłopaka, zarzuciła włosy do tyłu, poprawiła płaszcz i zmierzyła w stronę wejścia, rzucając przez ramię:
- Młody, tylko nie zostawaj w tyle, bardzo cię proszę – odgryzła się.
***
Alexia usiadła przy stole Placidusa wraz, ze swoimi rówieśnikami, rozglądając się na wszystkie strony. Już od dawna nie widziała tyle wyśmienitego jedzenia na raz. Bez bicia trzeba było przyznać, że jej matka nie była urodzoną kucharką, więc gdy rozejrzała się dookoła, to nie wiedziała na czym ma tak na prawdę zawiesić oko. Wszystko wyglądało tak smakowicie. Tu to, tu tamto i wszędzie wszystkiego pełno. Siedząc tak przed pustym talerzem, nie mogła się zdecydować na żadną z potraw na stole. Wszystko mówiło ,, zjedz mnie, przecież jesteś taka głodna!''. Ni stąd, ni zowąd dziewczyna usłyszała za swoimi plecami znajomy, kobiecy głos.
- Alexia! Jak ci minęły wakacje?
 Szatynka odwróciła się, słysząc, że ktoś ją woła. Od razu wiedziała, że właścicielem głosu jest jej przyjaciółka, zarazem współlokatorka- Melody.
- Melody, witaj! - rzekła, uśmiechając się od ucha do ucha  - Oh, wakacje były wspaniałe! A jak tam u ciebie?
Racja, skłamała, ale co miała powiedzieć?  Że prawie całe wakacje przesiedziała w swoich zapyziałych czterech ścianach, sącząc tą swoją herbatę i powtarzając materiał z całego roku? Nie licząc wyjazdy do Nowej Zelandii, który był spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Melody zaś, odpowiedziała na pytanie bardzo krótko i zwięźle:
- Szwendałam się tu i tam - uśmiechnęła się tajemniczo. Nigdy nie była zbyt rozgadana jeśli chodzi o jej własną osobę. - Ale miło tu wrócić mimo wszystko. I dobrze Cię widzieć.
Alexia poczuła się na prawdę przyjemnie. Zawsze, gdy była w jej towarzystwie, miała wrażenie, że jest ona osobą najbliższą jej sercu w Snowhange. Prawda, był Alan, była Lena, ale to z Melody czuła największą więź.
- Mi ciebie też, na prawdę. Jednak to w Snowhange zawsze czuję że żyję. – stwierdziła, tym razem nie kłamiąc. Alexia była już taka. Raz mówiła jedno, za chwilę drugie. Raz była radosna do granic możliwości, a po chwili mogła mieć doła niczym Wielki Kanion.
- Tak – koleżanka przyznała jej rację - To miejsce ma swój urok.
Dziewczyna zajęła się przez chwilę jedzeniem. Prawie cały dzień nic nie jadła, a jedzenie na Uczcie zawsze było pyszne. Niebieskooka też nie próżnowała. W końcu nałożyła na talerz to, co miała przed sobą i zaczęła jeść.
- Wybierasz się później na imprezę powitalną Placidusa? – zapytała Melody.
- Nie - opowiedziała krótko. - nie lubię za bardzo chodzić na tego typu imprezy. Może wpadnę tylko na chwilę, chodź...sama nie wiem - zakręciła się dziewczyna. Sama nie wiedziała co chce. Z jednej strony chciała by iść, ale z drugiej w końcu jutro są lekcje, a ona nie powtórzyła jeszcze wszystkiego, co było w tamtym roku szkolnym. - Muszę się chyba jeszcze troszkę pouczyć...
Melody tylko kiwnęła głową. Zawsze potrafiła się dopasować do osoby, z którą przebywa i może przez to tak wiele osób uważało ją za przyjaciółkę choć dla niej praktycznie zawsze to było zbyt wielkie stwierdzenie.
- Rozumiem - kiwnęła głową. - Ja zamierzam się pobawić. Wiele osób dawno nie widziałam. - Odłożyła widelec i spojrzała na zegar - Muszę już iść. Do zobaczenia później.
 Wstała od stołu i wyszła z sali machając Alexii na pożegnanie.
***
Ustała na chwilę przed drzwiami żeńskiego dormitorium Placidusa i położyła koło siebie wszystkie torby. Obładowana niczym wielbłąd, w tym całym pośpiechu, zapomniała gdzie włożyła klucz.
- Gdzie jest ten cholerny klucz? – mówiła pod nosem.
Nerwowo przeszukiwała kieszenie spodni, zakamarki torebki czy nawet przegródki w walizce, aż w końcu po dłuższym czasie znalazła go. Posrebrzany, mały kluczyk, który zawsze zapodziewał się gdzieś w trakcie podróży. Alexia zarzuciła torebkę na ramię i wzięła bagaże w dłonie. Przyjęła przyjemny wyraz twarzy, po czym przekręciła kluczyk w drzwiach.
Wchodząc, zauważyła że w pokoju nikogo nie było. Kompletna pustka.
- Pewnie wszyscy poszli na imprezę do Placidusa, lub są z przyjaciółmi – pomyślała.
Ustawiła wszystkie walizki w kącie i usiadła na swoim łóżku, miękkim i wygodnym. Zaczęła się rozglądać po pokoju. Wszystko było dokładnie takie, jakie zapamiętała. Wszystko w kolorze fioletu, z domieszką srebra. Mimo, iż nigdy nie lubiła połączenia tych barw i jeszcze do niedawna gdyby tylko mogła, to przemalowała by wszystko na jakieś jaśniejsze kolory, to teraz w życiu nie zamieniła by ich na żadne inne. Uwielbiała się budzić w swojej liliowej pościeli i czytać książki, opatulając się w srebrzystą zasłonę.
         Wtem, usłyszała głośne puknięcie do drzwi. Nim zdążyła się zaorientować, w drzwiach stała średniego wzrostu dziewczyna, o ognisto rudych włosach, niebieskich oczach i bardzo jasnej karnacji. Ubrana była w klasyczną, czarną sukienkę, która idealnie podkreślała jej zgrabną figurę i czerwone szpilki na wysokim obcasie.
- A ty co tak sama siedzi? – rzekła, nieomal przewracając się po pierwszym kroku.
- Nikogo nie było już jak tu przyszłam – odpowiedziała spokojnie, obmierzając rudą od stóp do głów – A ty, Lenka, gdzie się wybierasz?
Dziewczyna spojrzała się na Alexie, jakbym ta jej właśnie z nieba spadła.
- No chyba żartujesz – zachichotała – Idę na imprezę do Placidusa. Przecież trzeba się ze wszystkimi przywitać, przy dobrej lampce szampana. Wpadłam tylko po ciebie, bo wiedziałam, że sama się stąd nie ruszysz i miałam rację. A więc wkładaj jakieś ładne ciuszki, umaluj się i chodź się pobawić!
-No nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dobry? Przecież to świetny pomysł! – zapewniała Lena.
- Ale ja nawet nie mam się w co ubrać..
- A to już nie problem, zaraz ci coś znajdę – wtrąciła się szatynce w zdanie, po czym ruszyła w kierunku jej walizek. Rozpinając jedną po drugiej, wyrzucała całą ich zawartość na środek pokoju, robiąc przy tym okropny bałagan.
- Obiecuję ci, że będziesz to sprzątać! – krzyknęła Alexia, poddenerwowana bezmyślnym zachowaniem swojej kuzynki.
- No co, ja nic nie robię, tylko szukam ci jakiejś ładnej sukienki. – odparła, nie przerywając sobie – O! I znalazłam.
 Z sterty ubrań wyciągnęła przepiękną, granatową sukienkę, ozdobioną śnieżnobiałymi koralikami i koronką. Podeszła do do swojej torby i wyciągnęła z niej białe, błyszczące szpilki, po czym podała całą stylizację Alexie.
- Trzymaj, tylko nie zabij się w tych butach – zażartowała rudowłosa.
- Tsaa, ja tam bym się bardziej martwiła tobą.
- Dobra, nie praw mi tutaj morałów, tylko przebieraj się, bo czas goni czas! – rzekła, siadając jednym z kilku łóżek, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce.
-Yyyhhhh, nienawidzę cię – odparła Alexia, niezadowolona tym, że została zmuszona do pójścia na imprezę, na której na pewno będą się lały litry alkoholu.
-Oh, też cię kocham – powiedziała ruda, nic sobie nie robiąc słowami kuzynki.