środa, 11 września 2013

Część VII

Dzień był dość zimny. Chłód z zewnątrz wręcz przeszywał kamienne mury zamku, stwarzając w dormitoriach, salach lekcyjnych i na korytarzach Bożonarodzeniową atmosferę. Lecz nie, to był dopiero przełom wrześnie z październikiem. Uczniowie, przytuleni mocno do siebie przesiadywali każdą wolną chwilę przy kominkach, by się ogrzać, patrząc, na roztańczone, białe płateczki śniegu za oknem. Było ich tak wiele, lecący puch z nieba sypnął na ziemię i powolutku opadał na gałęziach drzew, krzaków, murach, płotkach, tonąc jedynie w jeszcze nie zamarźniętej tafli wody.
Siedziała na łóżku, skulona, przykryta trzema kocami. Nie, wcale nie przesadzała. Chłód był tego dnia nie do zniesienia nawet dla ludzi, którzy przecież na co dzień żyją w oziębłych warunkach klimatycznych. Ona zawsze wolała ciepło, marzyła, by wyjechać w przyszłości do ciepłych krajów. Nie raz marzyła o gorącej Hiszpanii. W snach widziała się już tonącą w blasku rozgrzewającego jej ciało słońcu. Gorący piasek piasek i morze. Wszystko niczym jak w bajce, innej niż jej. Ona mieszkała w krainie wiecznego lodu i chłodu. Dam natomiast.. Tam było inne życie!
Donośne pukanie w okno dopiero wyrwało ją z świata książki. Nieduża sówka właśnie pukała dziobem o szybę, sygnalizując swoje przybycie.
- W końcu – rzekła Alexia, powoli wstając osowiała z łóżka. Wyjmując nogi spod kołdry na przywitanie owiał ją chłód, na co ona odburknęła jedynie cichym 'brrr'. To zdecydowanie było motto dzisiejszego dnia.
Podeszła do okna i otworzyła jego jedną połówkę, a zaśnieżona sowa wpadła do sypialni. Energicznym ruchem szatynka zamknęła okiennice. Sięgnęła różdżkę z etażerki, robiąc kułeczko w powietrzy. Po chwili koperta, którą przyniosła sowa, była już w jej rękach rozdzierana szybkimi ruchami. Nadawcą listu była matka Alexii.
Nim dziewczyna zdążyła dokończyć otwieranie listu, on otworzył się do końca sam, wyginając się w kształt krwisto czerwonych ust. Później pojawiły się jeszcze usta i język.
- Conorze Walsh! Czy myślałeś, że ja się nie dowiem? Że JA się nie dowiem? No to się grubo mylisz. Słyszałam o tym, że zniszczyłeś różdżkę, ba, nawet wiem, w jakich okolicznościach się to wydarzyło. Nie myślałam, że jesteś tak nieodpowiedzialny.
Alexia patrzyła się wprost na gadającą przed nią kartkę papieru z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziała dlaczego matka wysłała ten list do niej, skoro mówi tu tylko o Conorze.
- Jeszcze kilka słów o tobie, Alexio. Dostałam czarodziejską pocztą powiadomienie, że nie było cię z niewyjaśnionych przyczyn ostatnio na zajęciach. Czyżbyś była chora? A może postanowiłaś sobie zacząć wagarować w ostatni rok nauki? Wiedzcie, że nic nie umknie mojej uwadze. Na razie żegnam was, powodzenia życzę i całuję. Mama.
Po czym list sam się zwiną i zanurkował w poszarpanej kopercie, która o dziwo była cała. Jakby nienaruszona.
- Zaniosę to lepiej Conorowi. Niech wie, że ma przerąbane. - mruknęła, wsuwając na nogi buty. Tak na wszelki wypadek wzięła też jeszcze jeden sweter, złapała za list i wyszła z dormitorium. - Oh, ależ on się ucieszy z swojego pierwszego wyjca.


***


Melody i Alexia siedziały w dormitorium, każda zajmując się sobą samą. W pokoju było cicho, jedyne dźwięki jakie było słychać, to gwizd wiatru za oknem. A jednak nie! Nagle, w pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Alexia uniosła wzrok, lecz zanim zdążyła powiedzieć 'proszę!' lub 'kto tam?' w drzwiach stanął Dean, Dean Cain. Dość wysoki chłopak, o ciemnych włosach i - jak było widać na załączonym obrazku – ślicznym uśmiechu.
- O, Dean! - Pierwsza odezwała się Melody, odwzajemniając również uśmiech i wstając energicznie z łóżka. Rozłożyła ręce, by przytulić przyjaciela.
- Cześć, mała! - objął mocno dziewczynę, a następnie posłał uśmiech jej współlokatorce - Alexia, tak?
Walsh spojrzała na chłopaka, uśmiechając się do niego równie uroczo, co on do niej.
- Owszem, Alexia.- przytaknęła - A ty to... Dean?
' Jakbym mogła cię nie znać ' pomyślała. Nie dość, że przyjaciel jej przyjaciółki, to jeszcze zawodnik jednej z drużyn przeciwnych w quiddichu i co jak co, ale przstojny chłopak.
- Tak, dokładnie. Dean Cain, we własnej osobie. - Mrugnął do niej. - To, co dziewczyny porabiacie w tak piękny dzień? - Rzucił spojrzeniem raz na jedną, raz na drugą.
- Ja się właśnie szykuję na spotkanie, więc zostawiam was na chwilę samych. - Tajemniczy uśmieszek Melody dał Alexii znać, że ma coś głupiego na myśli. - Tylko bądźcie grzeczni! - krzyknęła żartobliwie znikając w łazience, przez co Alexi zrobiło się strasznie głupio. Melody zawsze wiedziała co powiedzieć, by Alexii zrobiło się głupio i włączyła się u niej 'blokada'. Tak też się stało tym razem.
Atmosfera zaczęła robić się coraz bardziej drętwa. Dziewczyna spoglądała raz na podłogę, raz na ufit, raz za okno, ale nigdy na chłopaka. Szukała punktu zaczepienia. Czegoś, o czym mogła zacząć rozmawiać. Cóż, nie ukrywa, że nie jest najlepsza w te klocki. Trudno, trzeba działać. Ale co będzie, jeśli zapyta się go o coś i go urazi? Albo Dean ją wyśmieje? Cholera jasna! Czym ona się tak denerwuje, przecież gadanie z chłopakiem to nic takiego strasznego.
- Jesteś przyjacielem Melody? – zapytała głupio. Chciała sobie klasnąć brawo, tłum w jej głowie zaczął wiwatować na jej cześć. JEJ! Zaczęła rozmowę. Wybrała może i kulawy temat, lecz ważne dla niej było, że odezwała się pierwsza.
Dean uśmiechnął się rozbawiony.
- No i zaraz mnie wyśmieje – pomyślała.
- Tak, jestem. - Usiadł na łóżku Melody, patrząc na dziewczynę. - A ty przyjaciółką z tego co wiem. - Bardziej stwierdził, niż zapytał. - Nie wiesz, gdzie ona się tak szykuje? – zapytał, pokazując ręką na drzwi od łazienki. Dziewczyna odwróciła głowę, by spojrzeć w pokazywanym przez Deana kierunku.
- W sumie to sama nie wiem, ale wszyscy lubią dobrze wyglądać - rzekła, uśmiechając się szerzej niż wcześniej. Wierzyła, że szczerym, szerokim uśmiechem może naprawić i naprostować całą tą krzywą rozmowę.
- Widać po tobie. - Skwitował krótko i uśmiechnął się do niej po raz kolejny. Sam nie wiedział co go podkusiło, żeby tak powiedzieć. - Nie często cię widać na szkolnych korytarzach po lekcjach. - Skomentował. - Gdzie się tak zawsze ukrywasz?
Alexia poczuła, jak jej policzki rozpalają się do czerwoności. Nie często słyszy takie komplementy. Zrobiło jej się okropnie przyjemnie, ale zarazem głupio. Miała ochotę schować się pod kołdrę.
- Zazwyczaj w bibliotece, wiesz, takie ciche miejsce, gdzie jest dużo ciekawych książek. - odrzekła, wybuchając przy tym śmiechem, uświadamiając sobie, jak to niezgrabnie ujęła.
- To muszę częściej odwiedzać bibliotekę - powiedział za nim zdążył pomyśleć. Dziwnie się przy tej dziewczynie zachowywał. Zaraz wyjdzie na jakiegoś taniego podrywacza, lub lovelasa. Zamilkł, słysząc szum prysznica dochodzący z łazienki. - Sam nie za często tam bywam - przyznał szczerze.
Alexia pokiwała głową, przyznając mu rację. Nie widziała go ani razu w bibliotece. W ogóle nie rozumiała ludzi, którzy nie czytają książek.
Dziewczynie od razu przypadła do gustu szczerość, z którą chłopak mówił. Nie owijał w bawełnę, że codziennie chodzi do biblioteki, żeby jej zaimponować. Po prostu mówił co myślał, czasami nawet nie pomyślał nim coś powiedział, lecz to Alexii wcale nie zrażały, wręcz przeciwnie – imponowało. Uważał to bardziej za urocze, niż odpychające.
- Możemy się kiedyś przejść razem. – zaproponowała sama z siebie. Byłaby to dla niej ogromna przyjemność.
-Jeśli obiecasz, że będzie ciekawie - zaśmiał się lekko. - Ale w takim towarzystwie, to chyba wszędzie jest ciekawie - dodał po chwili. Czuł się jak coraz większy głupek. Miał nadzieję, że nie pomyśli o nim źle. Widział, że zaczerwieniła się na jego słowa. Nie miał zamiaru jest speszyć. Na szczęście w tym momencie do pokoju weszła Melody, nieco ratując całą tą dziwną sytuację.
- Widzę, że byliście grzeczni - zaśmiała się. - Dean, wpadłeś bez zapowiedzi i nie mogę ci poświęcić dzisiejszego dnia, ale przynajmniej mnie odprowadzisz, co? - pociągnęła go za rękę.
Dean spojrzał tylko na Alexię, uśmiechnął się delikatnie i zasalutował jej ręką na pożegnanie. Ona zaś odwzajemniła uśmiech i gdy już wyszli, położyła się na łóżku.
- O kurczę..

piątek, 12 lipca 2013

Część VI


Dla całego Snowhange.

Sometimes I don’t wanna be better
Sometimes I can’t be put back together
Sometimes I find it hard to believe
There’s someone else who could be
Just as messed up as me

Skillet – sometimes.



          Wielu ludzi nie było jeszcze przyzwyczajonych do wczesnego wstawania pomimo, że rok szkolny trwał już równe czternaście dni. Wszyscy na pierwsze zajęcia chodzili jak zombie. Nieogarnięci, ledwo przytomni i całkowicie niewyspani. Ona również należała do tego licznego grona osób. Alexia szła chwiejnym krokiem przemierzając korytarz. Miała lekko podkrążone oczy i nawet skórę bladszą niż zwykle. Pognieciona koszula mundurka szkolnego sprawiała, że dziewczyna wyglądała, jakby prosto po wstaniu z łóżka wyszła z dormitorium. Nie uciekło to uwadze Alana, kuzyna szatynki, który również właśnie szedł na te same zajęcia. Podszedł do ledwo idącej dziewczyny celem przywitania się, lecz zrezygnował z tego. Patrząc na jej twarz przeszedł od razu do rzeczy.
- Co ci się stało? Nie wyglądasz za dobrze.
Alexia, która do tej pory patrzyła się przed siebie, próbując na nikogo nie wpaść przystanęła i odwróciła wzrok. Czuła, jakby miała za chwilę puścić pawia, lecz starała się wstrzymać odruch wymiotny.
- Nic, świetnie się czuję.
Lecz chłopak chyba nie łyknął tej wymówki. Rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy nigdzie przypadkiem nie ma żadnego z profesorów.
- Alexia, lepiej powiedz mi, co ci się stało, zanim przyjdzie jakiś nauczyciel i to jemu będziesz musiała się tłumaczyć!
- Boże, człowieku, uspokój się i nie krzycz tak, bo..- język zastygł jej w gardle. Jeśli się wygada, że jej głowa pęka, to wiedziała, że Alan domyśli się od razu jaka jest przyczyna jej dzisiejszego stanu.
- Bo? A może cię głowa boli?
- Kurde – pomyślała, po czym wbiła wzrok w podłogę. Myślała przez chwilę, czy da radę się jakoś wykręcić i czy w ogóle warto dalej okłamywać chłopaka. Wiedziała, że z jednej strony niepotrzebnych słów będzie mnóstwo, ale z drugiej może w końcu spławi go. Zaryzykowała jednak egzortą i postanowiła powiedzieć chłopakowi prawdę.
- Wczoraj, gdy Lena wróciła do dormitorium wyciągnęła z torby butelkę. To chyba była whisky. Nie jestem jakąś wytrawną smakoszka, ale tak to właśnie smakowało. Poczęstowała mnie i zaczęłyśmy rozmawiać. Dialog ciągnął się do później nocy. Okazało się, że miała aż trzy butelki tego alkoholu. Wypiłyśmy prawie wszystko, no i dzisiaj mam chyba kaca.. To znaczy nie chyba, ale chyba na pewno. Znaczy, no na pewno.
- Przecież ty nawet dobrze nie zdążyłaś wytrzeźwieć.- Doyle położył rękę na czole i spojrzał się w sufit, jakby oczekiwał jakieś cudownej podpowiedzi z niebios. Spojrzał za siebie i bez słowa złapał szatynkę za rękę, po czym zaczął ją ciągnąć za sobą. Alexia domyśliła się, że prowadzi ją do dormitorium, bo nie pozwoli jej na udział w żadnych z dzisiejszych zajęć, co jej było zresztą na rękę. Nie chciała się pokazywać komukolwiek w takim stanie. W sumie, to nawet nie wiedziała, dlaczego wybierała się dziś na zajęcia. Zaczęła w myślach dziękować Bogu, że spotkała Alana na swojej drodze, który teraz bezpiecznie odprowadzi ją do pokoju. Nie przewidziała jednak jednego – schodów na górę. Było ich tak dużo, że gdy tylko nie na nie spojrzała, miała ochotę powiedzieć kuzynowi, żeby ją na nie wniósł czy coś. Nie ma jednak tak dobrze. Chłopak pędził ja na złamanie karku, a ona ledwo żywa pędziła za nim ledwo utrzymując się na własnych nogach. Bała się wywrotki, bo wiedziała, że nie skończy się to miło. I tak już nie czuła się zbyt dobrze, a nie chciała jeszcze pogarszać swojego stanu. Podtrzymywała się zimnej poręczy, by nie spaść. W końcu jednak wyczerpana dotarła przed drzwi dormitorium u boku kuzyna. Alan otworzył drzwi i przepuścił Alexię przodem uważając, by się nie przewróciła. Wszedł za nią do pokoju i nagle bam! Dostał w twarz parą spodni i kilkoma koszulkami współlokatorek szatynki.
- Spadaj stąd, zboczeńcu! - krzyknęły jedna z dziewcząt.
Speszony chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł za drzwi, które energicznie zostały zamknięte przez jedną z dziewcząt.
- Ałł – jęknął, kiedy drzwi uderzyły go w tył głowy.
Alexia podeszła do łóżka, rzucając się na nie. Leżała przez chwilę nieruchomo, znowu powstrzymując odruch wymiotny, który był tym razem silniejszy. Przewróciła się na plecy i położyła się tym razem nie w poprzek, a wzdłuż na łóżku, zdejmując buty. Położyła bolącą głowę na miękką poduszkę i przykryła się ciepłą kołdrą. Było jej wtedy tak miękko, tak przyjemnie, że chodź na chwile zapomniała o bólu i zatonęła w ramionach Morfeusza.
***
             Był już wieczór, kiedy Alexia obudziła się z drzemki. Czuła się już lepiej, głowa już tak nie bolała, lecz w dalszym ciągu dziewczyna czuła, że zbiera jej się na wymioty. Pomyślała, że zrobi sobie herbatę i może wtedy jej przejdzie. Usiadła na łóżku i założyła buty, które akurat miała pod ręką, a były to jej ulubione, czarne balerinki. Kiedy wstawała, poczuła czyjąś dłoń na swoim przedramieniu.
- Czekaj, czekaj. Jeśli chcesz herbaty, to ja pójdę. - powiedziała Lena, która od kilku godzin siedziała na łóżku naprzeciwko i czekała, aż Alexia się obudzi i będzie mogła ją przeprosić za wczorajszą noc. - No a dopóki mnie jeszcze słuchasz, to chciała cię przeprosić. Nie wiedziałam, że tak źle tolerujesz trochę alkoholu.
- Trochę?! - zapytała oburzona szatynka – Cała butelka whisky to dla ciebie trochę?
- Eeeee...To może ja pójdę zrobić to herbatę..
Nie dokończyła, bo przerwała jej zirytowała Alexia.
- Idź, idź.
Kiedy rudowłosa poszła po herbatę, szatynkę zaczęły łapać wyrzuty sumienia, że nakrzyczała na swoją kuzynkę. Przecież ma ona wolną wolę. Mogła nie pić, a jednak bez wahania złapała za butelkę. Może chciała w końcu utopić wszystkie smutki? Nawet nie pamiętała dlaczego to zrobiła. Chyba nawet nie chciałaby zapamiętać. Wiedziała jednak jedno, że co jak co, ale było warto. W życiu nie czuła się tak jak wtedy i wiedziała, że chce częściej doświadczać tego stanu, choćby nie ważne jakie by musiały by być tego późniejsze skutki.
Szatynka rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem Melody. Stęskniła się za nią. Długo już jej nie widziała pomimo że w końcu mieszkają przecież w jednym pokoju! Niestety, po przyjaciółce nie było nawet śladu, więc zdecydowała się pójść do głównego pokoju Placidusa. Otworzyła drzwi, krok, drugi i już była za progiem. Trzy kroki do przodu.
- Znowu te cholerne schody – burknęła pod nosem – nienawidzę was.
Jednak schodek po schodku, pomału zeszła na dół. O dziwo w pokoju nikogo nie było. Ciszę przecinał jedynie trzask palącego się drewna w kominku. Dziewczyna rozsiadła się wygodnie w fotelu, wsłuchując się w błogą ciszę panującą w pomieszczeniu. Delikatny, chłodny, grenlandzki wietrzyk wpadający przez uchylone okno otulał całą Alexię. Cichutkie hukanie białych sów utwierdzało dziewczynę w przekonaniu, że nawet w tej mroźnej, wiecznie otulonej białym puchem krainie tętni życie, które niczym światełko w tunelu rozświetla wiecznie zaśnieżoną Grenlandię.
Rozkoszując się chwilą Walsh usłyszała pukanie do drzwi. Myślała, że to Lena robi sobie żarty, więc bez wahania krzyknęła:
- Wchodź, nie rób sobie jaj!
Ku jej zdziwieniu w drzwiach nie zobaczyła drobnej sylwetki rudowłosej kuzynki, a sylwetkę męską, należącą do wysokiego, zielonookiego blondyna.
- Mam nadzieję, że ci zbytnio nie przeszkadzam. To co, mogę wejść?
Kompletnie zdębiała. Aaron był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć. Przez ostatnie dwa tygodnie kompletnie o nim zapomniała, nie licząc pierwszego dnia w szkole. Kiedy wszedł do pokoju otworzyła szeroko oczy, powstrzymując się, by nie otworzyć również ust. Wiedziała, że zbladła, po prostu to czuła. Wzięła głęboki oddech, by się trochę otrząsnąć i odpowiedziała:
- Jasne, pewnie, wchodź śmiało.
Chłopak bez słowa usiadł tuż obok niej. Szatynka starała się nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Kiedy podszedł bliżej serce zaczęło bić jej szybciej. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej, i spadnie na podłogę.
- Wiem, że nadal jesteś na mnie zła, ale ja naprawdę chciałbym, abyś mi w końcu wybaczyła...
Alexia poczuła, jak łzy zaczęły napływać jej do oczu. Musiała się bardzo powstrzymywać, by te łzy nie spłynęły jej wartko po policzku. Słowa chłopaka bardzo ją wzruszały. W końcu zdobył się na odwagę by przyjść i przeprosić ją za wszystko, za każdą wylaną łzę, za każde kłamstwo, za każdą krzywdę.
Chłopak zaczął mówić dalej.
- To co zrobiłem, to była jedna, wielka pomyłka. Naprawdę mi na tobie zależy i nie chcę, by to wszystko tak się skończyło. Pamiętasz, jak byliśmy szczęśliwi? Razem?
U dziewczyny w kącikach ust pojawił się dyskretny uśmiech.
- Co ty na to? Zacznijmy od nowa. Obiecuję ci, że nigdy już nie popełnię takiego błędu, jaki zrobiłem wtedy.
Szatynka o mało nie zalała się łzami. Odwróciła wzrok, który wcześniej był wbity w kominek. Spojrzała głęboko w oczy chłopaka, starając się w nich nie utonąć. Chociaż nie, to już jej nie groziło. Dopiero teraz, patrząc mu się głęboko w oczy poczuła, że to uczucie, którym jeszcze niedawno go darzyła, ulotniło się. Nie było już pomiędzy nimi takiej chemii, jaka była kiedyś. Uświadomiła sobie, że za wiele się zdarzyło. Nie kochała go.
Otworzyła usta, by powiedzieć Aaronowi, co o tym myśli, kiedy poczuła ogromne mdłości. Wstała prędko z fotela i czym prędzej pobiegła w kierunku łazienki. Kiedy po paru minutach poczuła się już lepiej postanowiła wrócić do pokoju, lecz tam już nie została chłopaka. Była wtedy na siebie niewyobrażalnie zła, że nie powiedziała tego, co chciała powiedzieć. Lecz teraz zamiast niego został jej tylko żal po niewypowiedzianych słowach.
Alexia, coś ty zrobiła..

sobota, 6 lipca 2013

Część V

    
W sumie, to dla Ade. Za wszystko i za nic. 
Coś dłuższego niż poprzednio.



      Alexia szła żwawym krokiem w kierunku żeńskiego dormitorium Placidusa. Marzyła tylko o tym, by zrzucić z siebie tą długą, czarną, niewygodną pelerynę i włożyć coś wygodniejszego. W dodatku ręce jej odpadały od dźwigania tych ciężkich podręczników. Miała tylko nadzieję, że nie spotka nikogo po drodze, kto będzie miał ochotę pogawędzić. Aczkolwiek jak na złość usłyszała wołanie za plecami:
- Alexia, czekaj!
To krzyczała rudowłosa Lena, która niezdarnie biegła w kierunku szatynki o mało nie spadając na innych uczniów. Dziewczyna zastanowiła się chwilę, czy udawać, że nic nie słyszała, czy przystanąć i poczekać na kuzynkę? W końcu jednak zdecydowała się na drugą opcję i przystanęła, czekając na nią.
- Nie mam zbytnio czasu, więc jak byś mogła się pośpieszyć, to byłabym ci naprawdę bardzo wdzięczna - rzekła do rudej, po czym ponownie ruszyła przed siebie
- A gdzie się tak śpieszysz, księżniczko? - zapytała zziajana rudowłosa ironicznym głosem.
- Do dormitorium i nie mów do mnie księżniczko.
- Taaa, pewnie, do dormitorium. Ty mi już oczy nie mydl, lepiej powiedz prawdę. No co, mi się wstydzisz powiedzieć?
- Nie wstydzę, po prostu uważam, że to nie twoja sprawa, tyle – burknęła podirytowana już Alexia. Nie miała najmniejszej ochoty powiedzieć gdzie zamierza iść. Przecież ona się nie wtrąca do życia Leny, więc i ona nie powinna wtykać nosa w nie swoje sprawy.
- No dobrze już, dobrze. Nie chciałam cię zdenerwować, przepraszam.
- Przyjmuję przeprosiny – odpowiedziała.
Nastała cisza. Obie szły w milczeniu, pośpiesznym krokiem. Powiewająca na boki peleryna coraz bardziej denerwowała szatynkę. Jej towarzyszka zauważyła to i zaczęła znowu zadawać pytania.
- A czemu nie możesz jej po prostu zdjąć?
- Bo mam zajęte ręce, nawet nie wiem, jak bym ją trzymała.
- Jeśli chcesz, to ja ci mogę ponieść książki, a ty wtedy zrzucisz ten płaszcz? - zaproponowała rudowłosa, posyłając kuzynce szeroki, szczery uśmiech, po czym wzięła od niej podręczniki, a ona zdjęła z siebie płaszcz i odsapnęła.
- Co za ulga, dziękuję.
- Nie ma za co, a teraz chodźmy, muszę dorwać Alana. Ehh, nawet nie pamiętam kiedy ostatnim razem z nim rozmawiałam. Te prefektowanie uderzyło mu za bardzo do głowy.
- Prefektowanie? Jest takie słowo?
- Nie, właśnie je sobie wymyśliłam. A teraz chodźmy szybciej, te książki rzeczywiście są ciężkie! - przyznała Lena, po czym przyśpieszyła kroku.

***

Alexia ubrana już dość wygodnie, bo w zwiewną sukienkę i siwo – popielaty sweterek stanęła pod drzwiami męskiego dormitorium Honestusa. Zapukała delikatnie i czekała, aż ktoś jej otworzy. Nagle drzwi uchyliły się i zobaczyła twarzy swojego przyjaciela.
- Cześć Bill, pamiętasz jak umawialiśmy się na spacer? – zapytała z uśmiechem na ustach
Bill wychylił zaspaną twarz zza drzwi dormitorium. Kiedy zauważył dziewczynę, również się uśmiechnął.
- Jasne.- powiedział, chcąc ukryć szerokie ziewnięcie. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.- Teraz?
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Była trochę zdziwiona. W sumie zaciekawiło ją też to, czemu jej przyjaciel jest tak zaspany. Czyżby spał o tej godzinie?
- No, a kiedy?
Zamknął szybko za sobą drzwi, zostawiając dziewczynę na zewnątrz, o mało nie uderzając ją drzwiami. Wyrównał koszulę, która leżała na nim trochę pod dziwnym kątem. Wsadził ją w spodnie i wyszedł do Alexii
- Nie, nie, spoko. Już jestem gotowy.- wyszczerzył się znowu. Wyciągnął dłoń przed siebie, pokazując na schody- Idziemy?
Dziewczyna odwzajemniła mu uśmiech.
- Oczywiście. Może do ogrodu?
- Jasne.- zszedł z nią po schodach, puszczając dziewczynę przodem, jak prawdziwy dżentelmen.- Co tam u ciebie słychać?
- Ah, nic specjalnego. A co u Ciebie? - Zapytała, o mało co się spadając przez to ze schodów. Kiedy Bill zauważył, że zachwiała się na schodach, złapał ją za łokieć, aby nie upadła. Uśmiechał się przy tym przez cały czas. ,, Eh, wystarczy chwila nie uwagi '' pomyślała dziewczyna.
- Właściwie, to właśnie spałem. Sebastian dał nam dzisiaj taki wycisk, że ledwo zsiadłem z miotły.
Tym razem nie wytrzymała i roześmiała się. Spojrzała na twarz Billa na której malowało się ogromne zmęczenie. Zaczynała mieć powoli wyrzuty sumienia, że zawraca mu głowę, kiedy jest taki wykończony.
- Sebastian? Dał wam aż taki wycisk? W życiu bym się po nim nie spodziewała.
Skrzywił usta w uśmiechu. Machnął ręką.
- Oo, nawet nie wiesz jak bardzo! Strasznie mu się podnosi ciśnienie, kiedy myśli o zbliżającym się meczu. Koniecznie chce wygrać z Feroxem. Uważa, że da mu to niezłą przewagę.- pokręcił głową i również się roześmiał.- Ale to nie ważne. Jeszcze parę takich treningów i dam mu popalić. A jak nie ja, to pewnie Nina.
- Tak, pewnie tak.
Zapadła chwilowa cisza. Alexia miała okazję zejść bezpiecznie ze schodów, by nie spaść i dożyć jutrzejszego dnia. Skierowali się w stronę ogrodu, który oboje lubili, a Alexia chcąc przerwać gadkę o quidditchu, narzuciła inny temat do rozmowy.
- Jak ci idzie na zajęciach z Obrony przed Czarną Magią? Ja dziś miałam pogawędkę po lekcjach z panem Rekall'em
Bill Wsadził dłonie w kieszenie spodni, idąc wolnym krokiem, posuwając stopami po podłodze.
- Tak? A coś się stało?
Szatynka wbiła swój wzrok w podłogę ukrywając szyderczy uśmieszek.
- Nic się takiego poważnego nie stało. Po prostu zamiast słuchać jego nadzwyczaj nudnej gadki próbowałam naprawić torbę.
Prychnął ze śmiechu.
- Cóż, gdybym chodził do niego na zajęcia, to pewnie nie raz by mnie z nich wyrzucił. Szczęście, że ich jednak nie wybrałem.
- Nie jest aż taki zły, ale czasami to rzeczywiście mi zagra na nerwach. - odparła, po raz kolejny przypominając sobie dzisiejszą sytuację.
- Dobrze, że jednak nic takiego się nie stało.- otworzył przed dziewczyną drzwi prowadzące do ogrodu.
Alexia weszła pierwsza, Bill tuż za nią zamykając za nimi drzwi. Rozejrzała się i podobało jej się bardzo to, co widziała. Oh, jak ona lubiła przebywać w tym ogrodzie!
- Dawno tu mnie nie było, jest jeszcze piękniej niż wcześniej - rzekła dziewczyna, kompletnie zauroczona widokiem jaki dojrzała.
Wzruszył ramionami, idąc chwilę za dziewczyną.
- Chciałbym mieć więcej czasu, na przebywanie tu. Niestety, ale lekcje i treningi mi na to nie pozwalają. Cieszę się, kiedy mogę znaleźć chwilę dla siebie, albo dla kumpli.- odpowiedział i ponownie zrównał się krokiem z dziewczyną.
- Taa, znam to. Nauka zajmuje mi większość mojego czasu. No ale cóż, takie życie. Lepsze to, niż siedzenie i nudzenie się całymi dniami, no nie? - zapytała.
Spojrzał na brunetkę i uśmiechnął się szeroko.
- Jak dla mnie byłoby super.
Alexia uśmiechnęła się i spojrzała na przechodzących koło nich znajomych.
- Wiesz, ja bym się chyba zanudziła. Jestem człowiekiem, który ciągle musi coś robić, bo inaczej będzie wszystkim się uprzykrzał - roześmiała się
Szedł wolnym krokiem obok dziewczyny, wpatrując się na jakiś obiekt przed nimi.
- Przecież nie samą nauką człowiek żyje. W tej szkole jest tyle do roboty, jest tyle osób, a większość czasu spędzamy na obowiązkach. Powinniśmy mieć chwilę tylko dla siebie, na zabawę, odpoczynek. Ileż można się uczyć?
Eh, dziewczyna - chodź niechętnie - przyznała mu rację.
- No, rzeczywiście. Ale skoro to nasz wolny czas, to może przestaniemy rozmawiać o nauce? - zaproponowała.
Uśmiechnął się w odpowiedzi, nic nie mówiąc. Podszedł do ławki pod murem i usiadł na niej, gestem pokazując, aby również to zrobiła. Oparł się plecami o oparcie ławki i wystawiwszy twarz do słońca, przymknął oczy.
- A o czym chciałabyś rozmawiać?- zapytał po chwili, przerywając ciszę.
- No..na pewno nie o nauce - rzekła, siadając koło chłopaka.
- W takim razie jest bardzo dużo innych tematów.
Alexia spojrzała się na przyjaciela i przymknęła oczy. Chwilę myślała na jaki temat mają rozmawiać, aby rozmowa się rozkręciła. W końcu, nie wymyśliła nic i rzekła tylko:
- No, tylko od czego by tu zacząć – odparła.
Zapanowała cisza. Alexia poczuła, że znowu musi zacząć rozmowę. Przecież to jej przyjaciel, zawsze oboje mają tyle do powiedzenia, a nie umieją czasami rozmawiać ze sobą nawzajem. Zawsze ją to dziwiło.
- Ładna dziś pogoda, prawda? Jest bardzo ciepło, jak na szkołę na Grenladnii.
Uśmiechnął się i otworzył oczy, patrząc na błękitne niebo.
- Faktycznie, wyjątkowo dziś ładnie. Aż chciało się w końcu wyjść z sypialni i zobaczyć słońce. Tym bardziej, kiedy ma się tak miłe towarzystwo.
Dziewczyna uśmiechnęła się i zachichotała, co jak później zrozumiała było lekko głupawe i dziwne. Nienawidziła chichotać pod nosem.
- Również tak twierdzę. A na niebie ani jednaj chmurki..
Brunet patrzył przed siebie. Gdzieś niedaleko nich pojawił się jego przyjaciel, Mattias. Jego kolega uśmiechał się i machał ręką, aby Bill podszedł. Ten jednak chyba nie miał zamiaru się ruszyć. Szatynka spojrzała dyskretnie kontem oka na wygrzewającego się na słońcu przyjaciela. Brakowało jej go bardzo, choć prawdę mówiąc dziewczyna musiała przyznać, że stęskniła się za wszystkimi w Snow. Tymi bardziej i mnie przez nią lubianymi. Teraz, siedząc tu z Billem i rozkoszując się chwilą nie może nawet wyobrazić sobie, co to będzie, kiedy przyjdzie im się wszystkim rozstać.
Spojrzała na stojącego nieopodal Mattiasa, który dalej machał tą ręką w kierunku Billa, zachęcając go, by podszedł. Ten zaś wykrztusił z siebie tylko:
- Szkoda, że niektórzy próbują ten dzień popsuć.- Spojrzał nagle na Alexię.- Czasem mam ochotę się gdzieś ukryć, aby nikt mnie nie zobaczył.
- Dlaczego? - zapytała, marszcząc czoło i kompletnie nie rozumiejąc chłopaka.
Przewrócił oczami.
- Sebastian męczy mnie treningami, nauczyciele nauką, Mattias non stop robiłby dzikie imprezy... Od kiedy nie ma dziewczyny, próbuje sobie czymś zająć czas. A ja... Jestem jak to koło ratunkowe, zawsze obok, zawsze gotowy pomóc, zabawić się. To czasem męczy. Jedyną chwilą odpoczynku, jest dla mnie sen. Dlatego właśnie kiedy przyszłaś, byłem zaspany.- wytłumaczył szybko, na powrót wystawiając twarz do słońca i zamykając oczy.
- Aha. Przepraszam, jeśli ja też ci się aż tak uprzykrzam.. - odparła, nie ukrywając, że trochę dotknęły ją słowa przyjaciela.
Szybko się wyprostował i spojrzał na dziewczynę. Pokręcił gwałtownie głową.
- Nie! Oczywiście, że nie. Przepraszam, jeżeli tak to właśnie zabrzmiało.- wypuścił głośno powietrze, zastanawiając się, jak to wszystko wytłumaczyć.- Po prostu... Sebastian aby zapomnieć o Sorine przeniósł całą energię na quidditch, Mat ma za dużo energii, też nie może jej jakoś sensownie spożytkować. To o nich mi chodziło, nie o ciebie.- powiedział, patrząc Alexii w oczy.
Dziewczyna głęboko miała nadzieję na taką odpowiedź. Odetchnęła głęboko i rozluźniając się spojrzała ponownie w niebo.
- Nic nie szkodzi... A Sebastianem się nie przejmuj. Przejdzie mu. Mam nadzieję..
Uśmiechnął się, kiedy zorientował się, że dziewczyna zrozumiała. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.
- Nie jesteś może głodna? Niedługo będzie obiad.- powiedział spokojnym już tonem.
Alexii właśnie zaburczało w brzuchu, kiedy usłyszała słowa obiad. To dziwne, gdyż wcześniej nie odczuwała głodu, lecz teraz doszła do wniosku, że chętnie by coś przekąsiła.
- Więc chodźmy. W sumie, to trochę zgłodniałam, a ty?
Poklepał się po brzuchu.
- Jak wilk!

***

Oboje byli okropnie głodni jak doszli na miejsce, więc nawet już nie rozmawiali, tylko jedli, by zapełnić jako tako żołądki. Po dłuższej chwili okazało się, że Alexia pierwsza skończyła jeść, więc znowu zaczęła rozmowę:
- Nadal chce ci się tak bardzo spać?
Bill dojadał właśnie swojego kotleta mielonego z ziemniakami, którego miał na talerzu.
- Zasadniczo, to nie. Twoje towarzystwo dobrze mi robi. A czemu pytasz?
- Z ciekawości - odparła grzecznie, spoglądając na smakołyki leżące przed nią, na stole, które nadal ją kusiły, ale chyba nie dałaby rady zmieścić już niczego.
- A ty?- zapytał z pełnymi ustami- Nie masz ochoty się pouczyć?- zapytał, szczerząc się szeroko.
- Zabawne. A wiesz, że nie? Na chwilę obecną mam dość tych książek. Muszę sobie znaleźć przyjaciół, ale nie takich papierowych - zaśmiała się
Spojrzał na nią kątem oka, zatrzymując widelec w połowie drogi do ust.
- Jednego chyba już masz?
- Kogo? - zapytała, nie wiedząc o co chodzi Billowi, jednak po chwili ocknęła się i miała ochotę stuknąć się w głowię.- Aaaaa, Ciebie!
Uśmiechnął się, przeżuwając.
- A nie?
- No oczywiście, że tak! - odparła. Rozejrzała się dookoła, przelatując wzrokiem po twarzach ludzi, którzy ją mijali. - Jestem już tutaj dziesiąty rok a mam wrażenie, że nie znam tutaj połowy ludzi. Muszę częściej wychodzić z pokoju. To całkiem fajne.
- W czym więc problem?- zapytał i wziął szklankę z sokiem. Upił kilka sporych łyków.- Jeżeli się nie otworzysz, nikt nie zrobi tego za ciebie. Trzeba próbować, to nic nie kosztuję.
Alexia spojrzała na przyjaciela.
- Tak, wiem.. Tylko dla mnie ciężko jest się otworzyć.
Zmarszczył brwi, trochę tego nie rozumiejąc.
- Przecież to nie jest nic trudnego powiedzieć cześć i zacząć rozmowę. Jest bardzo mało osób, które skreślą cię już za sam wyraz twarzy.
- Dla Ciebie to wszystko jest proste, Bill - Uśmiechnęła się do niego.
- Bo tak jest.- odpowiedział szybko.- Jeżeli zamkniesz się w czterech ścianach, możesz wiele rzeczy przegapić. Niestety, ale czasu nie cofniesz, a żałować tego, co cię ominęło jest bardzo prosto.
Alexia wiedziała, że w słowach Billa jest nadzwyczajnie wiele racji.
- Wiem, wiem. Zgadzam się z Tobą.
Dziewczyna spojrzała się na swój talerz.
- Będziesz jadł coś jeszcze?
Odsunął od siebie talerz i opadł ciężko na krzesło.
- Niee, nie dam już rady.- odpowiedział, zmieniając temat.- Nie dam chyba rady wstać.
Szatynka uśmiechnęła się szeroko
- Dasz radę, wierzę w Ciebie. Ja już muszę wracać do moich czterech ścian, ehh..
Spróbował podnieść się z krzesła, więc złapał się rękoma za stół.
- Może cię odprowadzić?
- A może ci pomóc? - zapytała. - Ale jeśli mnie odprowadzisz to na pewno się nie pogniewam.
Pokręcił głową i wstał szybko z krzesła.
- Dam sobie radę.- uśmiechnął się szeroko, przybierając na powrót wesołą minę.- W takim razie chodźmy.
- Właśnie, chodźmy.
I oboje poszli wolnym krokiem w kierunku żeńskiego dormitorium Placidusa.

wtorek, 2 lipca 2013

Część IV

 Dla wszystkich. Notka może nie najlepsza, więc proszę o wybaczenie :)



    Alexia szła powoli korytarzem. Ubrana w mundurek szkolny i długą, czarną pelerynę powiewającą na boki przy każdym kroku.. Nigdzie jej się nie śpieszyło. Wstała dziś bardzo wcześnie. Przygotowała się na zajęcia i wyszła z dormitorium. Doszła do wniosku, że nie chce siedzieć w dormitorium, niedługo tam będzie tłok i zgiełk, a ona nie chce się plątać pod nogami. W prawej ręce trzymała podręczniki, które wypadły jej z rozprutej torby, która była wynikiem zahaczenia o klamkę jednej z sal lekcyjnych. Oczywiście, mogła iść zmienić torbę, ale nie chciało już jej się wracać do pokoju. W lewej ręce trzymała różdżkę z ciemnego drewna, którą bawiła się przechadzając się szkolnym korytarzem. Puszczała bańki mydlane, które latały, unosiły się coraz wyżej, aż w końcu pękały przy suficie. Bardzo lubiła zabawy różdżką i nie mogłaby sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie była czarownicą.
Radosnym krokiem przemierzała zamek, krocząc ku sali do Obrony przed Czarną Magią. Nie szła tą drogą co zwykle, wybierała korytarze, którymi przeważnie nie chodziła na te zajęcia. Można powiedzieć, że zrobiła sobie małą wycieczkę po szkole, mimo że znała ją jak własną kieszeń. Wchodząc po schodach prowadzących na piętro, Alexia zauważyła Billa, który stał niedaleko, jedząc batona. Spojrzała się za siebie i postanowiła się z nim przyjaźnie przywitać. Podeszła i powiedziała przyjaznym tonem:
- Cześć Bill, co u Ciebie słychać?
Chłopak nieświadomy niczego brał kolejnego gryza batona, kiedy usłyszał powitanie dziewczyny. Odwrócił się i uśmiechnął na widok znajomej.
- Alexia, cześć!- zawołał, autentycznie uradowany. Spojrzał na batona i schował go zaraz do kieszeni. Wytarł usta dłonią, strzepując okruszki i czekoladę.- W sumie to nic ciekawego. Nawet się nieco nudziłem.
- Taa, u mnie też. Właśnie idę na zajęcia z Obrony przed Czarną Magią. - odpowiedziała z widocznym entuzjazmem w głosie, kiedy mówiła ‘ Obrona przed Czarną Magią’. Rzeczywiście, bardzo lubiła te zajęcia. Były one jednymi z ciekawszych w Snowhange, przynajmniej dla niej. Interesowała się tym, gdyż w przyszłości planowała zostać aurorem.
Ponownie spojrzała się za siebie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, mimo że za nią nie było prawie nikogo. Aczkolwiek czuła, na pewno czuła czyjś wzrok na sobie. Nie wiedzieć czemu od razu przypomniała jej się zeszła noc, impreza i rozmowa z Aaronem. Chciała go za wszelką cenę unikać i nie dopuścić do spotkania z chłopakiem. Oh, jak on ją denerwował tą swoją namolnością! Rozejrzała się na boki. W końcu jej wzrok przystanął na twarzy Billa.
- Masz jeszcze na policzku trochę czekolady. – odparła. Zaśmiałaby się, ale raczej nie wypadało. Musiała przyznać, że widok przyjaciela umazanego w czekoladzie sprawił jej nie lada radochę. Ten zaś wyszczerzył się, pokazując swoje białe zęby. Najpierw spróbował dosięgnąć językiem czekoladę na policzku, co dla Alexii wyglądało komicznie. Po chwili zaczął trzeć policzek palcem, oczywiście nie trafiając w plamę.
- Już?- zapytał, wciąż przyjacielsko się uśmiechając.
- Bardziej w prawo.
Potarł mocno prawy policzek, aż się zrobił bardzo czerwony.
- Już?- zapytał ponownie, po czym wziął od dziewczyny książki, które zaczęły jej bardzo ciążyć.- Mogę ci potowarzyszyć do klasy? Wiesz, tak na wszelki wypadek, gdybym miał się znów ubrudzić.- posłał jej wesoły, przyjacielski uśmieszek, który dziewczyna szczerze odwzajemniła. Bill zawsze potrafił ją rozbawić. Był niezwykle zabawny i miły dla niej. Był też otwarty, czego Alexia bardzo mu zazdrościła . Potrafiła otworzyć się tylko przy osobach bardzo bliskich jej sercu.
- Dziękuję ci bardzo. Moja torba znowu się rozpruła. Szkoda, lubiłam ją. – westchnęła, przypominając sobie, by unikać kontaktu z Aaronem. Po raz któryś z kolei spojrzała się za siebie, upewniając się w przekonaniu, że po chłopaku nie ma śladu. Tak też było. Mimo to, lepiej uważać. On potrafił znikać niepostrzeżenie i pojawiać się błyskawicznie, jakby wyrósł spod ziemi.
Ciągnąc rozmowę dalej, Alexia rozpoczęła w inny temat. Zapytała, choć wiedziała, że to pytanie, z którym wyskoczyła ni stąd ni zowąd nie było najlepsze:
- Grasz w Quiddichta?
Przyjaciel roześmiał się. Szatynka od razu wiedziała czemu. Sama była w drużynie i znała składy drużyn przeciwnych. Miała ochotę stuknąć się w głowę, lecz słowo się już rzekło.
- Jasne, że tak, głuptasie. Przecież już od dobrych trzech lat jestem w drużynie.
- Ahh, no rzeczywiście! – odrzekła. Zamotała się, to chyba przez to, że była niewyspana.
- Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć zapomnieć. W końcu Nina odbiera wszystkie piłki, które lecą w moją stronę, zabierając mi przy tym okazję do strzału. - roześmiał się krótko. Przestał, kiedy nagle coś sobie przypomniał - Ciekawe jak nam w tym roku wyjdzie. Przecież drugi mecz mamy z wami!- szturchnął ją lekko w bok, co spowodowało, że dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy.- Postaramy się was aż tak bardzo nie ograć!
Alexia zaśmiała się i przystała na chwilę. Znów spojrzała się za siebie i odpowiedziała, chcąc się odgryźć, co specjalnie jej nie wyszło:
- Chyba przeceniasz swoje możliwości, przyjacielu.
Pokręcił przecząco głową.
- Chyba nie wiesz, o czym mówisz. – zaczął - Mamy nowego kapitana, który ostro się za nas wziął. Codziennie katuje mnie nowymi zestawieniami. Czasem mam już go serdecznie dosyć.
Szatynka zmarszczyła pytająco brwi. Nic nie słyszała o nowym kapitanie swoich rywali. Przestraszyła się, nie wiedziała czego ma się spodziewać, mimo to szła ramię w ramię z przyjacielem nic nie mówiąc i czekając, aż kolega powie jej coś więcej na dany temat. Lecz w końcu nie wytrzymała i zapytała:
- A kto jest waszym nowym kapitanem?
- No jak to kto? - zaczął, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem, co spowodowało, że Alexia miała wrażenie, iż tylko ona nie wiedziała o nowym kapitanie. - Jaśnie nam panujący, wspaniały, miły, uczynny, inteligentny pan prefekt, Sebastian! - uśmiechnął się i spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynę. - Nie słyszałaś o tym?
Alexia otworzyła szeroko oczy. Kompletnie się tego nie spodziewała. Sebastian? Kapitanem? Dziewczyna nie potrafiła sobie wyobrazić Sebastiana w roli kapitana. Wydawał jej się za.. Hm, delikatny? Nie, to by było złe określenie, ale szatynka nie potrafiła znaleźć innego słowa określającego nowego kapitana przeciwników. Aczkolwiek zaciekawiła ją jedna rzecz, o której wspomniał Bill.
- Nic o tym nie wiedziałam. A to dlaczego masz go dosyć? Jest aż tak wymagający?
- Nie zrozum mnie źle. Facet faktycznie ma talent do tego co robi, ale czasem wszystko chce aż za bardzo kontrolować. Na treningach wyciska z nas siódme poty i mogę się założyć, że to dla niego zbyt mało - wytłumaczył spokojnie. - Wcale się nie dziwię, że to jego wybrali. Potrafi zapanować nad naszą gromadką, nawet nad rudą. Był idealnym kandydatem.
- Cały Sebastian. Stara się jak tylko może, przynajmniej widać, że mu bardzo zależy i drużyna nie jest mu obojętna. To cecha, którą powinien posiadać każdy kapitan. A przynajmniej każdy dobry kapitan, który dąży do zwycięstwa swojej drużyny. – odpowiedziała, po czym zapanowała krótka cisza. Nie była niezręczna, wprost przeciwnie, była bardzo przyjemna. Oboje szli w milczeniu. Tylko Alexia co jakiś czas odwracała swój wzrok do tyłu. W końcu dziewczyna ponownie zaczęła rozmowę, widząc swoją klasę.
- To tutaj, sala Obrony przed Czarną Magią. Naprawdę dobrze mi się rozmawiało i bardzo dziękuję za poniesienie książek. Słuchaj, a może się kiedyś gdzieś umówimy?
Zamrugał oczami, chyba nie do końca rozumiejąc, o co dziewczynie chodzi. Musiał to po prostu źle zrozumieć, gdyż Alexii chodziło tylko o spacer.
- Umówimy?- zapytał, znów się okropnie szeroko szczerząc. Podniósł wysoko brwi i oddał jej książki. Szatynka rozumiejąc już o czym pomyślał chłopak, miała ochotę wybuchnąć gromkim śmiechem, aczkolwiek nie zrobiła tego. Znowu zrobiło jej się głupio, więc zaczęła się tłumaczyć.
- Eee, no w sensie tak jako przyjaciele. A o czym myślałeś?
Kiwnął głową, dając jej znak, że rozumie i nie musi już mówić więcej.
- Jasne, nie ma problemu. - Usłyszał drugą część jej wypowiedzi i zasępił się, rozmyślając dokładnie nad ostatnimi słowami wypowiedzi koleżanki. - Sam nie wiem, chyba pierwsze, co mi przyszło do głowy to randka. Wybacz Alexio, ale tak to właśnie zabrzmiało. - Posłał jej przepraszający uśmiech.
- To przepraszam, że to tak zabrzmiało, nie gniewaj się, chodziło mi o wyjście gdzieś jak przyjaciele..
Machnął ręką, jakby nie miało to już dla niego żadnego znaczenia.
- Spoko, wszystko rozumiem. - Uśmiechnął się do niej raz kolejny. - No nic, będę już uciekał. - Obok nich przeszedł Sebastian, okropnie nad czymś zamyślony. Nim przekroczył próg, podniósł głowę i zauważył jedynie Billa.
- Bill, dobrze, że cię widzę - powiedział do niego. - O 18 widzę cię w naszym dormitorium. Mamy do pogadania. - Blondyn poszedł dalej, nawet nie zauważając stojącej obok dziewczyny, co ją troszkę uraziło.
- Widzisz, żyć mi nie daje - poskarżył się z uśmiechem Bill. - No ale nic, już ci nie przeszkadzam. Miłego dnia.
- Nigdy nie przeszkadzasz – odparła. - Trzymaj się i powodzenia na treningu. - Pomachał jej jeszcze tylko ręką na pożegnanie i odszedł w swoją stronę.
Alexia zrobiła to samo, otworzyła drzwi i weszła do sali, mówiąc wesoło i donośnie 'dzień dobry!', po czym usiadła w trzeciej od przodu ławce, koło okna, w rzędzie po lewej.



wtorek, 16 kwietnia 2013

Część III

Dla Fantasy.
Proszę Cię bardzo, w tej notce się dowiesz ‘co ja tam dla Alexi zgotowałam’ :) 



Nie mogła się skoncentrować nawet na czytaniu. Hałas panujący dookoła przyprawiał ją o białą gorączkę. Może ten bulwers wynikał z tego, że Alexa tak  na prawdę nie chciała tam być? Sto razy bardziej wolałaby teraz siedzieć w swoich spokojnym dormitorium, pijąc herbatę i wchodząc w magiczny świat lektury, lub pogrążając się w objęcia Morfeusza, niż być na tej imprezie, w dodatku w towarzystwie prawie obcych ludzi z Feroxa. Jeśli już impreza, to czemu nie w Placidusie? Przecież tam można się równie dobrze bawić, a w dodatku w towarzystwie zaprzyjaźnionych ludzi.
Alexia obejrzała się dookoła, szukając wzrokiem burzy ognistoczerwonych loków, które Lena zdążyła zawinąć, kiedy szatynka przebierała się w łazience. Doszła do wniosku, że nie będzie tutaj tak siedziała, wśród gromady ludzi, pijanych w sztos. Podjęła próbę ucieczki. Złapała swoją kopertówkę w kolorze kości słoniowej i jeszcze raz rozejrzała się uważnie. Każda pomyłka mogła ją kosztować  dodatkowe godziny spędzone na kanapie. Wstała i energicznym ruchem , uważając by nie skręcić kostki na tych wysokich obcasach, ruszyła w stronę drzwi. Z każdym krokiem koniec udręki wydawał się coraz bliższy i realistyczny. Jeszcze tylko kilka kroków dzieliło ją od ‘wolności’, kiedy poczuła czyjąś ciepłą dłoń na swoim nadgarstku. ‘ Cholera..’ warknęła ze złości domyślając się, że dłoń należy do jej kuzynki, którą zaciekawiło, dlaczego Alexia już wychodzi. Perspektywa siedzenia tutaj dla uciechy rudej wcale do niej nie przemawiała. Wcale nie była typem osoby chodzącej na każde imprezy i upijającej się do nieprzytomności oraz wstającej rano z wielkim kacem.
Alexia postanowiła postawić się i za wszelką cenę wrócić już do dormitorium. Odwróciła się pewnie i już miała zacząć mówić, lecz przerwała zaskoczona. Ku jej ogromnemu zdziwieniu stała nie przed drobną rudowłosą, a przed wysokim i umięśnionym blondynem o głębokich zielonych oczach i czarujący uśmiechu. Zamurowało ją.
- Cześć Walsh – jako pierwszy odezwał się chłopak, patrząc zdziwiony na szatynkę. – Co ty tu robisz?
Alexia przełknęła ślinę i próbowała się rozluźnić, nie chcąc poznać po sobie tego, że jest niesamowicie spięta.
- Hej, Aaron – odparła. – Właściwie, to ja już wracam do dormitorium. Lena mnie tutaj zaciągnęła, a ja nie mam ochoty tutaj siedzieć.
- Taaa, znam to. Ja też wolałbym być teraz na przykład na imprezie u niedźwiedzi, ale chłopacy chcieli przyjść tutaj..
A więc jednak mieli ze sobą w tej chwili coś wspólnego. Oboje nie byli zachwyceni z perspektywy bycia tutaj. W dodatku byli tutaj z przymuszonej woli swoich towarzyszy, którym zależało tylko na zabalowaniu i oblaniu początku roku szkolnego. Mimo to, Alexia nie miała ochoty usiąść z Aaronem przy jednym stoliku i wypić wspólnie kieliszka wina, butelki piwa, czy nawet szklanki soku pomarańczowego, który zawsze pili razem będąc jeszcze parą...
Alexia podniosła głowę. Zobaczyła, że wzrok chłopaka jest intensywnie wbity w jej oczy. Czuła, jak serce zaczynało bić jej coraz szybciej a puls podnosił się z sekundy na sekundę. Mimo, że nadal czuła coś do chłopaka nie mogła dać komukolwiek odczuć po sobie tego faktu, a już tym bardziej nie jemu. Zacisnęła mocno zęby ,starając się ujarzmić miotające nią emocje. Czekała tylko na to, kiedy Aaron powie jej, że musi już iść, że wołają go koledzy, że jest śpiący, ale nic takiego nie usłyszała. Wprost przeciwnie.
- Wiem, że chcesz już iść, ale może zatańczysz ze mną? Chociaż raz. – zaproponował blondyn, zachęcając do tego, aby dziewczyna poświęciła mu chociaż chwilę przed wyjściem.
Musiała się chwilę zastanowić. Z jednej strony to by była najlepsza rzecz, która spotkała ją na tej imprezie, z drugiej strony nie miała już ochoty na żadne zaloty ze strony chłopaka, a tym bardziej na taniec z nim. Potrzebowała teraz długiego, przyjemnego snu. W końcu podniosła wzrok, który wcześniej wbijała w podłogę i spojrzała mu prostu w oczy .
- Nie Aaron, nie dziś. Na prawdę jestem zmęczona. Nie mam ochoty na taniec.
Na twarzy chłopaka można było dojrzeć ogromną irytację z powodu odrzucenia, lecz starał się on tego zbytnio nie ukazywać, lecz nie ukrywał względem dziewczyny, że bym lekko zawiedziony, gdyż bardzo liczył na ten taniec. Widocznie się przeliczył.
-  Szkoda, może kiedy indziej – mruknął – A mogę chociaż odprowadzić się do dormitorium?
‘ Ale on jest uparty ‘ pomyślała Alexia, poddenerwowana zachowaniem Aarona. Czy nie dane jej było chociaż wrócić spokojnie do dormitorium w samotności? Przemyśleć wszystko spokojnie? W końcu dziewczyna zdecydowała się za wszelką cenę wydostać się z tej imprezy, bez Aarona, bez jego kolegów, bez Leny czy kogokolwiek innego. Musiała się w takim razie postawić chłopakowi, który tak na nią napierał. Szarpnęła ręką, która nadal była przytrzymywana przez broń blondyna, uwalniając się z mocnego uścisku. Uniosła wysoko głowę, aby sprawiać wrażenie bardziej pewnej siebie i rzekła:
- Nie Aaron. Nie potrzebuję twojego towarzystwa, dzięki, ale chyba trafię do dormitorium sama.
Odwróciła się na pięcie i wyszła za drzwi. Była sama na korytarzu. W końcu cisza i spokój...
***
                ,, Kochana mamo!
Właśnie wróciłam z imprezy u Feroxia, na którą zabrała mnie Lena. Chciała, bym się trochę rozerwał, ale ja nie potrafiłam się tam rozluźnić. Nie jestem typem człowieka, który upaja się alkoholem do nieprzytomności, budząc się nad ranem z ogromnym kacem, bólem, który rozwala twoją głowę od środka. Przecież znasz mnie, wiesz, że ja taka nie jestem...
                W sumie, to ja nie dlatego piszę ten list. Piszę go z prośbą do Ciebie.  Chciałabym, abyś jakimś sposobem przysłała tutaj mojego kochanego kota, o którym zapomniałam wyjeżdżając tu. W sumie, nie miałam nawet jak go zabrać ze sobą. Byłam po uszy obładowana walizkami. Mogłabym mu jeszcze zrobić krzywdę.
                Nie wiem jak to zrobisz, lecz mam nadzieję, że coś wymyślisz, wierzę w Ciebie.

                                                                 Twoja kochająca córka, Alexia.
P.S. Conor mówił coś o jakiś strzelających cukierkach, proszę, zapakuj je do torby. Zrobię braciszkowi miłą niespodziankę. ‘

Alexia włożyła swój list do koperty, zaklejając ją bardzo dokładnie. Zwinęła ją w rulonik, po czym wyciągnęła z klatki śnieżnobiałą sowę wkładając jej w szpony list. Podeszła do okna. Postawiła sowę na parapecie i otworzyła jedną połówkę okna. Biała, niewielka sówka jeszcze tylko raz spojrzała się na właścicielkę, rozłożyła skrzydła i pofrunęła hen daleko, za jezioro, wysokie góry, doliny..
Ledwo żywa szatynka usiadła na łóżku całkiem wycieńczona. Pogładziła dłonią miękką pościel. ‘ Dlaczego ja zawsze jestem taka poważna w listach do mamy?’ rozmyślała. Rozejrzała się do pokoju. Sprzyjało jej też to, że była całkiem sama w pokoju. Uwielbiała to. Delektowała się ciszą niczym najwykwintniejszym winem z paryskiej restauracji. Cisza była czymś pięknym, czego nie można było opisać. Nie lubiła kiedy dziewczyny były w dormitorium. Był w tefy tłok i rumor. Jedno wielkie zamieszanie. Na szczęście nie zdarzało się to często, ponieważ wszyscy mieli wiele lekcji, dochodziły jeszcze treningi Quidditcha, a w dodatku po zajęciach spotykali się ze swoimi przyjaciółmi. Alexia rzadko widziała kogoś uczącego się równie zawzięcie co ona, dzień w dzień.
Dziewczyna położyła się na łóżku. Myślała, co będzie jutro robić. Może pójdzie gdzieś z Melody? A może zostanie i przeczyta dobrą książkę. Albo napisze jeszcze jeden list, lecz tym razem do swojej Mugolskiej przyjaciółki, która mieszka na przeciwko niej w tym samym mieście. Dziewczyna wiedziała, że Alexia jest czarownicą. Nie zazdrościła jej. Zawsze uważała, że to nic fajnego. Bardzo bała się też magii. Nigdy nie wiedziała, jak ma na nią reagować. A przecież magia jest cudowna. Trzeba ją tylko zrozumieć, a od razu się ją pokocha. Bynajmniej tak twierdziła Alexia, której magia była całym życiem. Bez niej nie wyobrażała sobie normalnego funkcjonowania. Normalnego funkcjo... normln...
Dziewczyna nie spostrzegła się nawet, bowiem pogrążona w marzeniach zasnęła...
***
Alexia obudził hałas w pokoju. Usłyszała dźwięk otwierających się, lekko skrzypiących drzwi. Jej współlokatorek nawet to nie tknęło. Nic dziwnego. Niebieskooka zawsze miała płytki sen, co było w pewnych sytuacjach zaletą, w innych wadą.
- Kto to? - Zapytała półszeptem, kompletnie zaspana.
Melody starała się wejść jak najciszej, ale niestety obudziła przyjaciółkę. Podeszła po omacku do jej łóżka i położyła się obok szatynki. Alexia uniosła lekko głowę zaskoczona. W końcu nie codziennie ktoś jej się pakuje do łóżka w środku nocy.
- Przepraszam, że cię obudziłam – Melody położyła głowę na poduszkę. Była pijana. Przyjaciółka czuła od niej mocny zapach alkoholu, mimo to nie dziwiło to Alexi. Przecież Melody też miała być na imprezie.
- Nic nie szkodzi, ale gdzie ty się tak włóczysz, dziewczyno? - zapytała cicho, chodź niepotrzebnie, bo inny dziewczyny mogły by tylko obudzić armatnie wystrzały. To się nazywał bardzo twardy sen.
- Miałam pewne plany co do wieczora - przymknęła oczy. Była strasznie zmęczona. - Powiem ci jak wszystko pójdzie po mojej myśli.
Jeśli wszystko pójdzie po jej myśli? Co to ma znaczyć? Czy Melody ma jakieś kłopoty? A jeśli tak, to dlaczego nic nie powiedziała o nich Alexi? Szatynka postanowiła dalej słuchać dziewczyny. Może powie jej coś więcej na ten temat...
Melody czuła, że kręci jej się w głowie, więc otworzyła oczy.
- Pouczyłaś się?
Alexia przekręciła się na drugi bok, tak, oby twarzą była zwrócona w twarz Melody.
- Nie, niestety. Lena mnie wyciągnęła na tą imprezę do Feroxa - odpowiedziała.- Później byłam na nią okropnie zła za to.. Kompletnie mi się tam nie podobało.
- Dlaczego? - zapytała sennym głosem. Wyglądała, jak by miała zaraz zasnąć i nie wstać aż do południa następnego dnia.
- Dziś nie miałam nastroju na zabawę. - rzekła, całkiem szczerze. A Aaron to już była inna sprawa.- Za to ja widzę, że ty się nieźle bawiłaś.
 - Całkiem dobrze - znów przymknęła oczy. - Całkiem dobrze... - po czym odpłynęła w krainę snów.
Alexia pchnęła swoją koleżankę, chcąc ją obudzić, lecz o mało nie zrzuciła jej z łóżka. Energicznym ruchem złapała ją w ostatniej chwili przed upadkiem. No cóż, trzeba było przyznać, iż mimo tego, że Melody nie wyglądała na specjalnie ciężką, teraz , upadająca na podłogę zdawała się ważyć dwa razy tyle co normalnie. ‘ Dość tego ‘ pomyślała. Postanowiła przenieść przyjaciółkę na swoje łóżko i wrócić do krainy snów.
- Królewno, przebieraj się w piżamy i idź spać, jutro mamy dość pracowity dzień. Albo wiesz co, idź już spać, bo widzę że ty nawet nie dasz rady się przebrać – Alexia wstała z łóżka i złapała swoją półprzytomną koleżankę, po czym pomogła jej się przenieść na swoje łóżko. Szatynka  wróciła na swoje łóżko, położyła się i zawinęła w cienką kołdrę. Noc jeszcze długa, a ona nie chciała zmarznąć. Teraz pragnęła tylko  spędzić spokojnie resztę nocy.

poniedziałek, 11 marca 2013

Część II

Dla Tośki, bo wytrwała ze mną.


Wszystko było w tym momencie takie niezrozumiałe. Stała tam, przed ogromnymi, potężnymi drzwiami mając kompletny mętlik w głowie. Sama do końca nie wiedziała dlaczego. Może nie była jeszcze psychicznie przygotowana na nową dawkę emocji związaną z nadchodzącym rokiem szkolnym?  Tak na prawdę, to Alexia czuła głęboko, że nie wyleczyła się jeszcze ze swojej zeszłorocznej sympatii i Snowhange jej o tym wszystkim przypomina. Miała nadzieję zapomnieć, a zapamięta to do końca życia. Pierwszej miłości się nie zapomni nigdy, chodź byśmy nie wiem jak chcieli.
Wiatr rozwiewał jej idealnie proste, kasztanowe włosy, a wzrok tkwił w lekko uchylonych drzwiach. Na jej twarzy nie było widać krzty emocji. Kompletne zero. Czuła nawet, że nie może zrobić kroku na przód. Po prostu coś jej mówi ,,nie’’.
- Nie chcę ci przerywać oglądania tych drzwi, ale mogłabyś się tak łaskawie ruszyć?
Z zadumy wyrwał ją głos, należący do pewnego młodzieńca, o cudnych kryształowo niebieskich oczach i ciemno-brązowych  włosach. Conor, bo tak miał na imię chłopak był jej młodszym bratem, bez którego tak na prawdę chyba by nie mogła żyć. Mimo, iż czasami doprowadzał ją on do furii, nie wyobrażała sobie życia bez niego. Każdy, nawet najbardziej przygnębiający dzień szybko stawał się radosnym dzionkiem, gdy tylko usta chłopaka otwierały się, a z nich wydostawały się słowa, a nawet bardzo dużo słów. Śmiał się, odkrywając śnieżnobiałe zęby a jego oczy wręcz iskrzyły radością.
- Tak, to w sumie... w sumie to dobry pomysł – zacięła się Alexia.
- No więc chodź. – odparł.
- No idę.
- Nie widzę jakoś – rzekł – wiesz, z tego co mi wiadomo, to aby się gdziekolwiek ruszyć, to trzeba podnieść jedną nogę, później ją postawić przed siebie i z drugą zrobić tak samo – docinał siostrze. Dziewczyna spojrzała się na chłopaka, zarzuciła włosy do tyłu, poprawiła płaszcz i zmierzyła w stronę wejścia, rzucając przez ramię:
- Młody, tylko nie zostawaj w tyle, bardzo cię proszę – odgryzła się.
***
Alexia usiadła przy stole Placidusa wraz, ze swoimi rówieśnikami, rozglądając się na wszystkie strony. Już od dawna nie widziała tyle wyśmienitego jedzenia na raz. Bez bicia trzeba było przyznać, że jej matka nie była urodzoną kucharką, więc gdy rozejrzała się dookoła, to nie wiedziała na czym ma tak na prawdę zawiesić oko. Wszystko wyglądało tak smakowicie. Tu to, tu tamto i wszędzie wszystkiego pełno. Siedząc tak przed pustym talerzem, nie mogła się zdecydować na żadną z potraw na stole. Wszystko mówiło ,, zjedz mnie, przecież jesteś taka głodna!''. Ni stąd, ni zowąd dziewczyna usłyszała za swoimi plecami znajomy, kobiecy głos.
- Alexia! Jak ci minęły wakacje?
 Szatynka odwróciła się, słysząc, że ktoś ją woła. Od razu wiedziała, że właścicielem głosu jest jej przyjaciółka, zarazem współlokatorka- Melody.
- Melody, witaj! - rzekła, uśmiechając się od ucha do ucha  - Oh, wakacje były wspaniałe! A jak tam u ciebie?
Racja, skłamała, ale co miała powiedzieć?  Że prawie całe wakacje przesiedziała w swoich zapyziałych czterech ścianach, sącząc tą swoją herbatę i powtarzając materiał z całego roku? Nie licząc wyjazdy do Nowej Zelandii, który był spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Melody zaś, odpowiedziała na pytanie bardzo krótko i zwięźle:
- Szwendałam się tu i tam - uśmiechnęła się tajemniczo. Nigdy nie była zbyt rozgadana jeśli chodzi o jej własną osobę. - Ale miło tu wrócić mimo wszystko. I dobrze Cię widzieć.
Alexia poczuła się na prawdę przyjemnie. Zawsze, gdy była w jej towarzystwie, miała wrażenie, że jest ona osobą najbliższą jej sercu w Snowhange. Prawda, był Alan, była Lena, ale to z Melody czuła największą więź.
- Mi ciebie też, na prawdę. Jednak to w Snowhange zawsze czuję że żyję. – stwierdziła, tym razem nie kłamiąc. Alexia była już taka. Raz mówiła jedno, za chwilę drugie. Raz była radosna do granic możliwości, a po chwili mogła mieć doła niczym Wielki Kanion.
- Tak – koleżanka przyznała jej rację - To miejsce ma swój urok.
Dziewczyna zajęła się przez chwilę jedzeniem. Prawie cały dzień nic nie jadła, a jedzenie na Uczcie zawsze było pyszne. Niebieskooka też nie próżnowała. W końcu nałożyła na talerz to, co miała przed sobą i zaczęła jeść.
- Wybierasz się później na imprezę powitalną Placidusa? – zapytała Melody.
- Nie - opowiedziała krótko. - nie lubię za bardzo chodzić na tego typu imprezy. Może wpadnę tylko na chwilę, chodź...sama nie wiem - zakręciła się dziewczyna. Sama nie wiedziała co chce. Z jednej strony chciała by iść, ale z drugiej w końcu jutro są lekcje, a ona nie powtórzyła jeszcze wszystkiego, co było w tamtym roku szkolnym. - Muszę się chyba jeszcze troszkę pouczyć...
Melody tylko kiwnęła głową. Zawsze potrafiła się dopasować do osoby, z którą przebywa i może przez to tak wiele osób uważało ją za przyjaciółkę choć dla niej praktycznie zawsze to było zbyt wielkie stwierdzenie.
- Rozumiem - kiwnęła głową. - Ja zamierzam się pobawić. Wiele osób dawno nie widziałam. - Odłożyła widelec i spojrzała na zegar - Muszę już iść. Do zobaczenia później.
 Wstała od stołu i wyszła z sali machając Alexii na pożegnanie.
***
Ustała na chwilę przed drzwiami żeńskiego dormitorium Placidusa i położyła koło siebie wszystkie torby. Obładowana niczym wielbłąd, w tym całym pośpiechu, zapomniała gdzie włożyła klucz.
- Gdzie jest ten cholerny klucz? – mówiła pod nosem.
Nerwowo przeszukiwała kieszenie spodni, zakamarki torebki czy nawet przegródki w walizce, aż w końcu po dłuższym czasie znalazła go. Posrebrzany, mały kluczyk, który zawsze zapodziewał się gdzieś w trakcie podróży. Alexia zarzuciła torebkę na ramię i wzięła bagaże w dłonie. Przyjęła przyjemny wyraz twarzy, po czym przekręciła kluczyk w drzwiach.
Wchodząc, zauważyła że w pokoju nikogo nie było. Kompletna pustka.
- Pewnie wszyscy poszli na imprezę do Placidusa, lub są z przyjaciółmi – pomyślała.
Ustawiła wszystkie walizki w kącie i usiadła na swoim łóżku, miękkim i wygodnym. Zaczęła się rozglądać po pokoju. Wszystko było dokładnie takie, jakie zapamiętała. Wszystko w kolorze fioletu, z domieszką srebra. Mimo, iż nigdy nie lubiła połączenia tych barw i jeszcze do niedawna gdyby tylko mogła, to przemalowała by wszystko na jakieś jaśniejsze kolory, to teraz w życiu nie zamieniła by ich na żadne inne. Uwielbiała się budzić w swojej liliowej pościeli i czytać książki, opatulając się w srebrzystą zasłonę.
         Wtem, usłyszała głośne puknięcie do drzwi. Nim zdążyła się zaorientować, w drzwiach stała średniego wzrostu dziewczyna, o ognisto rudych włosach, niebieskich oczach i bardzo jasnej karnacji. Ubrana była w klasyczną, czarną sukienkę, która idealnie podkreślała jej zgrabną figurę i czerwone szpilki na wysokim obcasie.
- A ty co tak sama siedzi? – rzekła, nieomal przewracając się po pierwszym kroku.
- Nikogo nie było już jak tu przyszłam – odpowiedziała spokojnie, obmierzając rudą od stóp do głów – A ty, Lenka, gdzie się wybierasz?
Dziewczyna spojrzała się na Alexie, jakbym ta jej właśnie z nieba spadła.
- No chyba żartujesz – zachichotała – Idę na imprezę do Placidusa. Przecież trzeba się ze wszystkimi przywitać, przy dobrej lampce szampana. Wpadłam tylko po ciebie, bo wiedziałam, że sama się stąd nie ruszysz i miałam rację. A więc wkładaj jakieś ładne ciuszki, umaluj się i chodź się pobawić!
-No nie wiem czy to dobry pomysł.
- Dobry? Przecież to świetny pomysł! – zapewniała Lena.
- Ale ja nawet nie mam się w co ubrać..
- A to już nie problem, zaraz ci coś znajdę – wtrąciła się szatynce w zdanie, po czym ruszyła w kierunku jej walizek. Rozpinając jedną po drugiej, wyrzucała całą ich zawartość na środek pokoju, robiąc przy tym okropny bałagan.
- Obiecuję ci, że będziesz to sprzątać! – krzyknęła Alexia, poddenerwowana bezmyślnym zachowaniem swojej kuzynki.
- No co, ja nic nie robię, tylko szukam ci jakiejś ładnej sukienki. – odparła, nie przerywając sobie – O! I znalazłam.
 Z sterty ubrań wyciągnęła przepiękną, granatową sukienkę, ozdobioną śnieżnobiałymi koralikami i koronką. Podeszła do do swojej torby i wyciągnęła z niej białe, błyszczące szpilki, po czym podała całą stylizację Alexie.
- Trzymaj, tylko nie zabij się w tych butach – zażartowała rudowłosa.
- Tsaa, ja tam bym się bardziej martwiła tobą.
- Dobra, nie praw mi tutaj morałów, tylko przebieraj się, bo czas goni czas! – rzekła, siadając jednym z kilku łóżek, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce.
-Yyyhhhh, nienawidzę cię – odparła Alexia, niezadowolona tym, że została zmuszona do pójścia na imprezę, na której na pewno będą się lały litry alkoholu.
-Oh, też cię kocham – powiedziała ruda, nic sobie nie robiąc słowami kuzynki.

piątek, 18 stycznia 2013

Część I

               Alexia siedziała na parapecie, wlepiając wzrok w nocną panoramę miasta. Lubiła to robić, zwłaszcza ostatniego wieczoru przed wyjazdem do Snowhange. Z kubkiem gorącej herbaty mogła to robić godzinami. W końcu były to ostatnie chwile spokoju i wyciszenia przed nowym, jeszcze bardziej intensywnym rokiem nauki. Siedząc tak, nie myślała o niczym. Wszystkie problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie miała ona teraz ochoty na zbędne zajmowanie się zaklęciami, eliksirami czy innymi magicznymi sprawami. Teraz zależało jej tylko na uspokojeniu umysłu.
               Tę chwilę wyciszenia przerwało jej ciche miauczenie dochodzące zza drzwi do jej pokoju. Szatynka odłożyła kubek na szafkę, która stała koło jej łóżka i ruszyła, aby otworzyć drzwi swojemu futrzastemu przyjacielowi.
               Kotka o imieniu Emma, przywitała swoją opiekunkę przyjaznym miauknięciem, po czym ruszyła w stronę okna. Alexia zrobiła to samo. Wzięła powtórnie kubek ze swoją ulubioną herbatą i usiadła koło kotki, która wygodnie rozłożyła się na parapecie, wyraźnie domagając się pieszczot ze strony swojej właścicielki.

***

               Rano Alexia obudziła się dość wcześnie, gdyż jak zwykle przed wyjazdem do Snowhange była lekko poddenerwowana. Wiedziała, że przez wakacje wiele się zmieniło. Z resztą ona też już nie była tą samą osobą, którą była niespełna dwa miesiące temu. Na pewno była bardziej otwartą i śmielszą Alexią niż wcześniej. Uwierzyła bardziej w siebie, była bardziej zmobilizowana do nauki i nastawiła się głównie na sukces w tym roku szkolnym.
               Podeszła do lustra wiszącego na ścianie zaraz koło ogromnej szafy z ciemnego drewna i jeszcze raz przeczesała swoje długie, kasztanowe włosy.  Z eleganckiej, białej szkatułki wyjęła niebieską wstążkę, która świetnie podkreślała jej głębokie oczy tego samego koloru i przewiązała nią pofalowane włosy.  Wyjęła z kosmetyczki czarny eyeliner, po czym musnęła swoje powieki tuszem, tworząc idealnie prostą kreskę tuż nad linią rzęs. Zawsze lubiła dobrze wyglądać, mimo że nigdy nie przepadała za mocnym makijażem, który według niej był wręcz odstraszający. Z jednej z szafek pokojowej meblościanki wyjęła parę swoich ulubionych jeansów, grubą, biało-turkusową koszulę w kratkę i sweter, planując założyć go pod koszulę, z uwagi na to, że w Snowhange zawsze było jej potwornie zimno.

***

               Alexia, słysząc już poranne pogawędki jej młodszego brata z matką, zeszła na dolne piętro, aby do nich dołączyć. Przez lekko rozwarte żaluzje wpadały poranne promienie słońca, gdy dziewczyna powoli schodziła po krętych, mahoniowych schodach, których nie lubiła już od swojego wczesnego dzieciństwa. To na nich niegdyś upadając, wybiła sobie pierwsze mleczne zęby. Jej matka tłumaczyła, że i tak prędzej czy później same by wypadły, ale jako dziecko nie chciała nawet o tych słyszeć. Po prostu obwiniała je za to nieszczęście, które zostało w jej pamięci po dzisiejszy dzień.
               Swojego podekscytowanego brata i poddenerwowaną matkę znalazła w kuchni. Siedzieli jeszcze przy stole. Dziewczyna spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą.
- Alexia, ruszaj się! Jesteś spakowana? ? trafnie zauważył siedmioletni Conor.
- Jestem już praktycznie gotowa do wyjścia. Muszę tylko zjeść coś i umyć zęby - odpowiedziała.
Jej matka, urocza blondynka o równie niebieskich oczach jak jej córka, spojrzała się na rodzeństwo wzrokiem proszącym o pomstę do nieba, ale z jej ust nie wypłynęło ani jedno słowo. Nie chciała po prostu dłużej zajmować swoich dzieci, ponieważ wiedziała, jak to się zawsze w takich przypadkach kończyło. Zresztą wątpiła, że i tak by coś z tego jej pociechy zapamiętały. Wstawiła brudne talerze do zlewu i wyszła z pomieszczenia, aby pomóc synowi spakować książki i dopiąć już wszytko na ostatni guzik.
               Przy stole rodzeństwo zaczęło rozmawiać na temat szkoły. Conor w tym roku miał rozpocząć naukę w Snowhange, dlatego zadawał swojej starszej siostrze tyle pytań. Obawiał się wielu rzeczy, nie wiedział czego może się spodziewać.
- Uwierz, że ta szkoła nie jest naprawdę taka zła ? zapewniała.- Zajęcia są naprawdę ciekawe, nauczyciele dość sympatyczni, odbywają się też wymiany uczniów, obozy przetrwania i bale, ale na ogół są one organizowane dla klas starszych.
- A macie szkolną gazetkę? - dopytywał chłopak.
- Oczywiście, że tak. Głównym redaktorem jest Sylvia Ruud. Radzę ci przy niej za dużo nie mówić, aby później nie mieć nieprzyjemności.
               Siedmiolatek spojrzał zdziwiony na siedzącą obok niego Alexię, jednak postanowił dostosować się do tego, co powiedziała siostra i trzymać się z daleka od redaktorki gazetki.
- Jejku, chciałbym cię zapytać o tyle rzeczy, ale nawet nie wiem od czego zacząć - powiedział po chwili ciszy.
Szatynka odłożyła kubek z herbatą i kątem oka zerknęła na wiszący za nią zegar ścienny. Wskazywał on godzinę 8:45.
- No wiesz, najlepiej byłoby zacząć od początku, ale nie mamy teraz na to czasu. Musimy się powoli zbierać, jeśli chcemy zdążyć.
- No fakt, fakt. Masz rację - odparł Conor i pomknął do przedpokoju ubierać buty.
Alexia włożyła wszystkie brudne naczynia do zlewu i poszła na górę, aby znieść swoje bagaże.

***

              - Alexia, a właściwie to kim jest nasza woźnica? -  zapytał zaniepokojony chłopak.
Dziewczyna spojrzała na wysoką, szczupłą postać w czarnym, postrzępionym płaszczu.
- Kościotrupem - odparła w pełni spokojna Alexia, tak jak by mówiła o najbardziej oczywistej rzeczy na świecie. W końcu dla niej to nie było niczym niespotykanym, a tym bardziej nowym. W przeciwieństwie do jej brata, jechała do Snowhange już po raz dziesiąty i wiedziała, że w świecie czarów już chyba nic jej nie zdziwi. Z tej chwili zadumy wyrwało ją kolejne pytanie brata.
- Mogłabyś mi dokończyć opowiadać o Snowhange?
- Ah tak, oczywiście. A więc mamy trzy domy: Placidus, w którym jestem ja, Ferox i Homestus.
- Też bym chciał być w Placidusie. Praktycznie wszyscy tam są. Ty, kuzynka Lena, kuzyn Alan...  - zaczął, choć wiedział doskonale, że to już nie od niego zależy.
- Powiedz, że musisz utrzymać tradycję rodzinną - zażartowała Alexia, chcąc poprawić bratu humor, choć i tak była prawie pewna, że chłopak, jak cała reszta rodziny, zostanie przydzielony do wilków. - A samo przydzielanie pierwszoroczniaków odbywa się tak: wchodzisz na podest, i wyciągasz różdżkę. Nad tobą wisi mnóstwo sopli. Największy z nich jest na wprost ciebie. Kiedy będziesz już przygotowany, uderzasz w niego trzykrotnie różdżką, a wtedy sople spadają wokół podestu i układają się w kształt jakiegoś zwierzęcia, które symbolizuje dany dom.
- I żaden nie uderzy cię w głowę? - zapytał Conor.
Dziewczyna uśmiechnęła się do swojego brata rozbawiona tym, co przed chwilą powiedział.
- Jeszcze nikomu jak do tej pory się to nie zdarzyło.
- Ufff, to dobrze. A dużo jest zajęć?
- To jeszcze zależy od tego, co sobie wybierzesz. Ja chodzę na prawie wszystkie przedmioty, jakie są możliwe. Ale możesz też być jak Lena, która chodzi tylko na zajęcia obowiązkowe. A teraz dość pogaduszek. Zbieraj się i narzuć szatę. Zaraz lądujemy.