piątek, 12 lipca 2013

Część VI


Dla całego Snowhange.

Sometimes I don’t wanna be better
Sometimes I can’t be put back together
Sometimes I find it hard to believe
There’s someone else who could be
Just as messed up as me

Skillet – sometimes.



          Wielu ludzi nie było jeszcze przyzwyczajonych do wczesnego wstawania pomimo, że rok szkolny trwał już równe czternaście dni. Wszyscy na pierwsze zajęcia chodzili jak zombie. Nieogarnięci, ledwo przytomni i całkowicie niewyspani. Ona również należała do tego licznego grona osób. Alexia szła chwiejnym krokiem przemierzając korytarz. Miała lekko podkrążone oczy i nawet skórę bladszą niż zwykle. Pognieciona koszula mundurka szkolnego sprawiała, że dziewczyna wyglądała, jakby prosto po wstaniu z łóżka wyszła z dormitorium. Nie uciekło to uwadze Alana, kuzyna szatynki, który również właśnie szedł na te same zajęcia. Podszedł do ledwo idącej dziewczyny celem przywitania się, lecz zrezygnował z tego. Patrząc na jej twarz przeszedł od razu do rzeczy.
- Co ci się stało? Nie wyglądasz za dobrze.
Alexia, która do tej pory patrzyła się przed siebie, próbując na nikogo nie wpaść przystanęła i odwróciła wzrok. Czuła, jakby miała za chwilę puścić pawia, lecz starała się wstrzymać odruch wymiotny.
- Nic, świetnie się czuję.
Lecz chłopak chyba nie łyknął tej wymówki. Rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy nigdzie przypadkiem nie ma żadnego z profesorów.
- Alexia, lepiej powiedz mi, co ci się stało, zanim przyjdzie jakiś nauczyciel i to jemu będziesz musiała się tłumaczyć!
- Boże, człowieku, uspokój się i nie krzycz tak, bo..- język zastygł jej w gardle. Jeśli się wygada, że jej głowa pęka, to wiedziała, że Alan domyśli się od razu jaka jest przyczyna jej dzisiejszego stanu.
- Bo? A może cię głowa boli?
- Kurde – pomyślała, po czym wbiła wzrok w podłogę. Myślała przez chwilę, czy da radę się jakoś wykręcić i czy w ogóle warto dalej okłamywać chłopaka. Wiedziała, że z jednej strony niepotrzebnych słów będzie mnóstwo, ale z drugiej może w końcu spławi go. Zaryzykowała jednak egzortą i postanowiła powiedzieć chłopakowi prawdę.
- Wczoraj, gdy Lena wróciła do dormitorium wyciągnęła z torby butelkę. To chyba była whisky. Nie jestem jakąś wytrawną smakoszka, ale tak to właśnie smakowało. Poczęstowała mnie i zaczęłyśmy rozmawiać. Dialog ciągnął się do później nocy. Okazało się, że miała aż trzy butelki tego alkoholu. Wypiłyśmy prawie wszystko, no i dzisiaj mam chyba kaca.. To znaczy nie chyba, ale chyba na pewno. Znaczy, no na pewno.
- Przecież ty nawet dobrze nie zdążyłaś wytrzeźwieć.- Doyle położył rękę na czole i spojrzał się w sufit, jakby oczekiwał jakieś cudownej podpowiedzi z niebios. Spojrzał za siebie i bez słowa złapał szatynkę za rękę, po czym zaczął ją ciągnąć za sobą. Alexia domyśliła się, że prowadzi ją do dormitorium, bo nie pozwoli jej na udział w żadnych z dzisiejszych zajęć, co jej było zresztą na rękę. Nie chciała się pokazywać komukolwiek w takim stanie. W sumie, to nawet nie wiedziała, dlaczego wybierała się dziś na zajęcia. Zaczęła w myślach dziękować Bogu, że spotkała Alana na swojej drodze, który teraz bezpiecznie odprowadzi ją do pokoju. Nie przewidziała jednak jednego – schodów na górę. Było ich tak dużo, że gdy tylko nie na nie spojrzała, miała ochotę powiedzieć kuzynowi, żeby ją na nie wniósł czy coś. Nie ma jednak tak dobrze. Chłopak pędził ja na złamanie karku, a ona ledwo żywa pędziła za nim ledwo utrzymując się na własnych nogach. Bała się wywrotki, bo wiedziała, że nie skończy się to miło. I tak już nie czuła się zbyt dobrze, a nie chciała jeszcze pogarszać swojego stanu. Podtrzymywała się zimnej poręczy, by nie spaść. W końcu jednak wyczerpana dotarła przed drzwi dormitorium u boku kuzyna. Alan otworzył drzwi i przepuścił Alexię przodem uważając, by się nie przewróciła. Wszedł za nią do pokoju i nagle bam! Dostał w twarz parą spodni i kilkoma koszulkami współlokatorek szatynki.
- Spadaj stąd, zboczeńcu! - krzyknęły jedna z dziewcząt.
Speszony chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł za drzwi, które energicznie zostały zamknięte przez jedną z dziewcząt.
- Ałł – jęknął, kiedy drzwi uderzyły go w tył głowy.
Alexia podeszła do łóżka, rzucając się na nie. Leżała przez chwilę nieruchomo, znowu powstrzymując odruch wymiotny, który był tym razem silniejszy. Przewróciła się na plecy i położyła się tym razem nie w poprzek, a wzdłuż na łóżku, zdejmując buty. Położyła bolącą głowę na miękką poduszkę i przykryła się ciepłą kołdrą. Było jej wtedy tak miękko, tak przyjemnie, że chodź na chwile zapomniała o bólu i zatonęła w ramionach Morfeusza.
***
             Był już wieczór, kiedy Alexia obudziła się z drzemki. Czuła się już lepiej, głowa już tak nie bolała, lecz w dalszym ciągu dziewczyna czuła, że zbiera jej się na wymioty. Pomyślała, że zrobi sobie herbatę i może wtedy jej przejdzie. Usiadła na łóżku i założyła buty, które akurat miała pod ręką, a były to jej ulubione, czarne balerinki. Kiedy wstawała, poczuła czyjąś dłoń na swoim przedramieniu.
- Czekaj, czekaj. Jeśli chcesz herbaty, to ja pójdę. - powiedziała Lena, która od kilku godzin siedziała na łóżku naprzeciwko i czekała, aż Alexia się obudzi i będzie mogła ją przeprosić za wczorajszą noc. - No a dopóki mnie jeszcze słuchasz, to chciała cię przeprosić. Nie wiedziałam, że tak źle tolerujesz trochę alkoholu.
- Trochę?! - zapytała oburzona szatynka – Cała butelka whisky to dla ciebie trochę?
- Eeeee...To może ja pójdę zrobić to herbatę..
Nie dokończyła, bo przerwała jej zirytowała Alexia.
- Idź, idź.
Kiedy rudowłosa poszła po herbatę, szatynkę zaczęły łapać wyrzuty sumienia, że nakrzyczała na swoją kuzynkę. Przecież ma ona wolną wolę. Mogła nie pić, a jednak bez wahania złapała za butelkę. Może chciała w końcu utopić wszystkie smutki? Nawet nie pamiętała dlaczego to zrobiła. Chyba nawet nie chciałaby zapamiętać. Wiedziała jednak jedno, że co jak co, ale było warto. W życiu nie czuła się tak jak wtedy i wiedziała, że chce częściej doświadczać tego stanu, choćby nie ważne jakie by musiały by być tego późniejsze skutki.
Szatynka rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem Melody. Stęskniła się za nią. Długo już jej nie widziała pomimo że w końcu mieszkają przecież w jednym pokoju! Niestety, po przyjaciółce nie było nawet śladu, więc zdecydowała się pójść do głównego pokoju Placidusa. Otworzyła drzwi, krok, drugi i już była za progiem. Trzy kroki do przodu.
- Znowu te cholerne schody – burknęła pod nosem – nienawidzę was.
Jednak schodek po schodku, pomału zeszła na dół. O dziwo w pokoju nikogo nie było. Ciszę przecinał jedynie trzask palącego się drewna w kominku. Dziewczyna rozsiadła się wygodnie w fotelu, wsłuchując się w błogą ciszę panującą w pomieszczeniu. Delikatny, chłodny, grenlandzki wietrzyk wpadający przez uchylone okno otulał całą Alexię. Cichutkie hukanie białych sów utwierdzało dziewczynę w przekonaniu, że nawet w tej mroźnej, wiecznie otulonej białym puchem krainie tętni życie, które niczym światełko w tunelu rozświetla wiecznie zaśnieżoną Grenlandię.
Rozkoszując się chwilą Walsh usłyszała pukanie do drzwi. Myślała, że to Lena robi sobie żarty, więc bez wahania krzyknęła:
- Wchodź, nie rób sobie jaj!
Ku jej zdziwieniu w drzwiach nie zobaczyła drobnej sylwetki rudowłosej kuzynki, a sylwetkę męską, należącą do wysokiego, zielonookiego blondyna.
- Mam nadzieję, że ci zbytnio nie przeszkadzam. To co, mogę wejść?
Kompletnie zdębiała. Aaron był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć. Przez ostatnie dwa tygodnie kompletnie o nim zapomniała, nie licząc pierwszego dnia w szkole. Kiedy wszedł do pokoju otworzyła szeroko oczy, powstrzymując się, by nie otworzyć również ust. Wiedziała, że zbladła, po prostu to czuła. Wzięła głęboki oddech, by się trochę otrząsnąć i odpowiedziała:
- Jasne, pewnie, wchodź śmiało.
Chłopak bez słowa usiadł tuż obok niej. Szatynka starała się nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Kiedy podszedł bliżej serce zaczęło bić jej szybciej. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej, i spadnie na podłogę.
- Wiem, że nadal jesteś na mnie zła, ale ja naprawdę chciałbym, abyś mi w końcu wybaczyła...
Alexia poczuła, jak łzy zaczęły napływać jej do oczu. Musiała się bardzo powstrzymywać, by te łzy nie spłynęły jej wartko po policzku. Słowa chłopaka bardzo ją wzruszały. W końcu zdobył się na odwagę by przyjść i przeprosić ją za wszystko, za każdą wylaną łzę, za każde kłamstwo, za każdą krzywdę.
Chłopak zaczął mówić dalej.
- To co zrobiłem, to była jedna, wielka pomyłka. Naprawdę mi na tobie zależy i nie chcę, by to wszystko tak się skończyło. Pamiętasz, jak byliśmy szczęśliwi? Razem?
U dziewczyny w kącikach ust pojawił się dyskretny uśmiech.
- Co ty na to? Zacznijmy od nowa. Obiecuję ci, że nigdy już nie popełnię takiego błędu, jaki zrobiłem wtedy.
Szatynka o mało nie zalała się łzami. Odwróciła wzrok, który wcześniej był wbity w kominek. Spojrzała głęboko w oczy chłopaka, starając się w nich nie utonąć. Chociaż nie, to już jej nie groziło. Dopiero teraz, patrząc mu się głęboko w oczy poczuła, że to uczucie, którym jeszcze niedawno go darzyła, ulotniło się. Nie było już pomiędzy nimi takiej chemii, jaka była kiedyś. Uświadomiła sobie, że za wiele się zdarzyło. Nie kochała go.
Otworzyła usta, by powiedzieć Aaronowi, co o tym myśli, kiedy poczuła ogromne mdłości. Wstała prędko z fotela i czym prędzej pobiegła w kierunku łazienki. Kiedy po paru minutach poczuła się już lepiej postanowiła wrócić do pokoju, lecz tam już nie została chłopaka. Była wtedy na siebie niewyobrażalnie zła, że nie powiedziała tego, co chciała powiedzieć. Lecz teraz zamiast niego został jej tylko żal po niewypowiedzianych słowach.
Alexia, coś ty zrobiła..

sobota, 6 lipca 2013

Część V

    
W sumie, to dla Ade. Za wszystko i za nic. 
Coś dłuższego niż poprzednio.



      Alexia szła żwawym krokiem w kierunku żeńskiego dormitorium Placidusa. Marzyła tylko o tym, by zrzucić z siebie tą długą, czarną, niewygodną pelerynę i włożyć coś wygodniejszego. W dodatku ręce jej odpadały od dźwigania tych ciężkich podręczników. Miała tylko nadzieję, że nie spotka nikogo po drodze, kto będzie miał ochotę pogawędzić. Aczkolwiek jak na złość usłyszała wołanie za plecami:
- Alexia, czekaj!
To krzyczała rudowłosa Lena, która niezdarnie biegła w kierunku szatynki o mało nie spadając na innych uczniów. Dziewczyna zastanowiła się chwilę, czy udawać, że nic nie słyszała, czy przystanąć i poczekać na kuzynkę? W końcu jednak zdecydowała się na drugą opcję i przystanęła, czekając na nią.
- Nie mam zbytnio czasu, więc jak byś mogła się pośpieszyć, to byłabym ci naprawdę bardzo wdzięczna - rzekła do rudej, po czym ponownie ruszyła przed siebie
- A gdzie się tak śpieszysz, księżniczko? - zapytała zziajana rudowłosa ironicznym głosem.
- Do dormitorium i nie mów do mnie księżniczko.
- Taaa, pewnie, do dormitorium. Ty mi już oczy nie mydl, lepiej powiedz prawdę. No co, mi się wstydzisz powiedzieć?
- Nie wstydzę, po prostu uważam, że to nie twoja sprawa, tyle – burknęła podirytowana już Alexia. Nie miała najmniejszej ochoty powiedzieć gdzie zamierza iść. Przecież ona się nie wtrąca do życia Leny, więc i ona nie powinna wtykać nosa w nie swoje sprawy.
- No dobrze już, dobrze. Nie chciałam cię zdenerwować, przepraszam.
- Przyjmuję przeprosiny – odpowiedziała.
Nastała cisza. Obie szły w milczeniu, pośpiesznym krokiem. Powiewająca na boki peleryna coraz bardziej denerwowała szatynkę. Jej towarzyszka zauważyła to i zaczęła znowu zadawać pytania.
- A czemu nie możesz jej po prostu zdjąć?
- Bo mam zajęte ręce, nawet nie wiem, jak bym ją trzymała.
- Jeśli chcesz, to ja ci mogę ponieść książki, a ty wtedy zrzucisz ten płaszcz? - zaproponowała rudowłosa, posyłając kuzynce szeroki, szczery uśmiech, po czym wzięła od niej podręczniki, a ona zdjęła z siebie płaszcz i odsapnęła.
- Co za ulga, dziękuję.
- Nie ma za co, a teraz chodźmy, muszę dorwać Alana. Ehh, nawet nie pamiętam kiedy ostatnim razem z nim rozmawiałam. Te prefektowanie uderzyło mu za bardzo do głowy.
- Prefektowanie? Jest takie słowo?
- Nie, właśnie je sobie wymyśliłam. A teraz chodźmy szybciej, te książki rzeczywiście są ciężkie! - przyznała Lena, po czym przyśpieszyła kroku.

***

Alexia ubrana już dość wygodnie, bo w zwiewną sukienkę i siwo – popielaty sweterek stanęła pod drzwiami męskiego dormitorium Honestusa. Zapukała delikatnie i czekała, aż ktoś jej otworzy. Nagle drzwi uchyliły się i zobaczyła twarzy swojego przyjaciela.
- Cześć Bill, pamiętasz jak umawialiśmy się na spacer? – zapytała z uśmiechem na ustach
Bill wychylił zaspaną twarz zza drzwi dormitorium. Kiedy zauważył dziewczynę, również się uśmiechnął.
- Jasne.- powiedział, chcąc ukryć szerokie ziewnięcie. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.- Teraz?
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Była trochę zdziwiona. W sumie zaciekawiło ją też to, czemu jej przyjaciel jest tak zaspany. Czyżby spał o tej godzinie?
- No, a kiedy?
Zamknął szybko za sobą drzwi, zostawiając dziewczynę na zewnątrz, o mało nie uderzając ją drzwiami. Wyrównał koszulę, która leżała na nim trochę pod dziwnym kątem. Wsadził ją w spodnie i wyszedł do Alexii
- Nie, nie, spoko. Już jestem gotowy.- wyszczerzył się znowu. Wyciągnął dłoń przed siebie, pokazując na schody- Idziemy?
Dziewczyna odwzajemniła mu uśmiech.
- Oczywiście. Może do ogrodu?
- Jasne.- zszedł z nią po schodach, puszczając dziewczynę przodem, jak prawdziwy dżentelmen.- Co tam u ciebie słychać?
- Ah, nic specjalnego. A co u Ciebie? - Zapytała, o mało co się spadając przez to ze schodów. Kiedy Bill zauważył, że zachwiała się na schodach, złapał ją za łokieć, aby nie upadła. Uśmiechał się przy tym przez cały czas. ,, Eh, wystarczy chwila nie uwagi '' pomyślała dziewczyna.
- Właściwie, to właśnie spałem. Sebastian dał nam dzisiaj taki wycisk, że ledwo zsiadłem z miotły.
Tym razem nie wytrzymała i roześmiała się. Spojrzała na twarz Billa na której malowało się ogromne zmęczenie. Zaczynała mieć powoli wyrzuty sumienia, że zawraca mu głowę, kiedy jest taki wykończony.
- Sebastian? Dał wam aż taki wycisk? W życiu bym się po nim nie spodziewała.
Skrzywił usta w uśmiechu. Machnął ręką.
- Oo, nawet nie wiesz jak bardzo! Strasznie mu się podnosi ciśnienie, kiedy myśli o zbliżającym się meczu. Koniecznie chce wygrać z Feroxem. Uważa, że da mu to niezłą przewagę.- pokręcił głową i również się roześmiał.- Ale to nie ważne. Jeszcze parę takich treningów i dam mu popalić. A jak nie ja, to pewnie Nina.
- Tak, pewnie tak.
Zapadła chwilowa cisza. Alexia miała okazję zejść bezpiecznie ze schodów, by nie spaść i dożyć jutrzejszego dnia. Skierowali się w stronę ogrodu, który oboje lubili, a Alexia chcąc przerwać gadkę o quidditchu, narzuciła inny temat do rozmowy.
- Jak ci idzie na zajęciach z Obrony przed Czarną Magią? Ja dziś miałam pogawędkę po lekcjach z panem Rekall'em
Bill Wsadził dłonie w kieszenie spodni, idąc wolnym krokiem, posuwając stopami po podłodze.
- Tak? A coś się stało?
Szatynka wbiła swój wzrok w podłogę ukrywając szyderczy uśmieszek.
- Nic się takiego poważnego nie stało. Po prostu zamiast słuchać jego nadzwyczaj nudnej gadki próbowałam naprawić torbę.
Prychnął ze śmiechu.
- Cóż, gdybym chodził do niego na zajęcia, to pewnie nie raz by mnie z nich wyrzucił. Szczęście, że ich jednak nie wybrałem.
- Nie jest aż taki zły, ale czasami to rzeczywiście mi zagra na nerwach. - odparła, po raz kolejny przypominając sobie dzisiejszą sytuację.
- Dobrze, że jednak nic takiego się nie stało.- otworzył przed dziewczyną drzwi prowadzące do ogrodu.
Alexia weszła pierwsza, Bill tuż za nią zamykając za nimi drzwi. Rozejrzała się i podobało jej się bardzo to, co widziała. Oh, jak ona lubiła przebywać w tym ogrodzie!
- Dawno tu mnie nie było, jest jeszcze piękniej niż wcześniej - rzekła dziewczyna, kompletnie zauroczona widokiem jaki dojrzała.
Wzruszył ramionami, idąc chwilę za dziewczyną.
- Chciałbym mieć więcej czasu, na przebywanie tu. Niestety, ale lekcje i treningi mi na to nie pozwalają. Cieszę się, kiedy mogę znaleźć chwilę dla siebie, albo dla kumpli.- odpowiedział i ponownie zrównał się krokiem z dziewczyną.
- Taa, znam to. Nauka zajmuje mi większość mojego czasu. No ale cóż, takie życie. Lepsze to, niż siedzenie i nudzenie się całymi dniami, no nie? - zapytała.
Spojrzał na brunetkę i uśmiechnął się szeroko.
- Jak dla mnie byłoby super.
Alexia uśmiechnęła się i spojrzała na przechodzących koło nich znajomych.
- Wiesz, ja bym się chyba zanudziła. Jestem człowiekiem, który ciągle musi coś robić, bo inaczej będzie wszystkim się uprzykrzał - roześmiała się
Szedł wolnym krokiem obok dziewczyny, wpatrując się na jakiś obiekt przed nimi.
- Przecież nie samą nauką człowiek żyje. W tej szkole jest tyle do roboty, jest tyle osób, a większość czasu spędzamy na obowiązkach. Powinniśmy mieć chwilę tylko dla siebie, na zabawę, odpoczynek. Ileż można się uczyć?
Eh, dziewczyna - chodź niechętnie - przyznała mu rację.
- No, rzeczywiście. Ale skoro to nasz wolny czas, to może przestaniemy rozmawiać o nauce? - zaproponowała.
Uśmiechnął się w odpowiedzi, nic nie mówiąc. Podszedł do ławki pod murem i usiadł na niej, gestem pokazując, aby również to zrobiła. Oparł się plecami o oparcie ławki i wystawiwszy twarz do słońca, przymknął oczy.
- A o czym chciałabyś rozmawiać?- zapytał po chwili, przerywając ciszę.
- No..na pewno nie o nauce - rzekła, siadając koło chłopaka.
- W takim razie jest bardzo dużo innych tematów.
Alexia spojrzała się na przyjaciela i przymknęła oczy. Chwilę myślała na jaki temat mają rozmawiać, aby rozmowa się rozkręciła. W końcu, nie wymyśliła nic i rzekła tylko:
- No, tylko od czego by tu zacząć – odparła.
Zapanowała cisza. Alexia poczuła, że znowu musi zacząć rozmowę. Przecież to jej przyjaciel, zawsze oboje mają tyle do powiedzenia, a nie umieją czasami rozmawiać ze sobą nawzajem. Zawsze ją to dziwiło.
- Ładna dziś pogoda, prawda? Jest bardzo ciepło, jak na szkołę na Grenladnii.
Uśmiechnął się i otworzył oczy, patrząc na błękitne niebo.
- Faktycznie, wyjątkowo dziś ładnie. Aż chciało się w końcu wyjść z sypialni i zobaczyć słońce. Tym bardziej, kiedy ma się tak miłe towarzystwo.
Dziewczyna uśmiechnęła się i zachichotała, co jak później zrozumiała było lekko głupawe i dziwne. Nienawidziła chichotać pod nosem.
- Również tak twierdzę. A na niebie ani jednaj chmurki..
Brunet patrzył przed siebie. Gdzieś niedaleko nich pojawił się jego przyjaciel, Mattias. Jego kolega uśmiechał się i machał ręką, aby Bill podszedł. Ten jednak chyba nie miał zamiaru się ruszyć. Szatynka spojrzała dyskretnie kontem oka na wygrzewającego się na słońcu przyjaciela. Brakowało jej go bardzo, choć prawdę mówiąc dziewczyna musiała przyznać, że stęskniła się za wszystkimi w Snow. Tymi bardziej i mnie przez nią lubianymi. Teraz, siedząc tu z Billem i rozkoszując się chwilą nie może nawet wyobrazić sobie, co to będzie, kiedy przyjdzie im się wszystkim rozstać.
Spojrzała na stojącego nieopodal Mattiasa, który dalej machał tą ręką w kierunku Billa, zachęcając go, by podszedł. Ten zaś wykrztusił z siebie tylko:
- Szkoda, że niektórzy próbują ten dzień popsuć.- Spojrzał nagle na Alexię.- Czasem mam ochotę się gdzieś ukryć, aby nikt mnie nie zobaczył.
- Dlaczego? - zapytała, marszcząc czoło i kompletnie nie rozumiejąc chłopaka.
Przewrócił oczami.
- Sebastian męczy mnie treningami, nauczyciele nauką, Mattias non stop robiłby dzikie imprezy... Od kiedy nie ma dziewczyny, próbuje sobie czymś zająć czas. A ja... Jestem jak to koło ratunkowe, zawsze obok, zawsze gotowy pomóc, zabawić się. To czasem męczy. Jedyną chwilą odpoczynku, jest dla mnie sen. Dlatego właśnie kiedy przyszłaś, byłem zaspany.- wytłumaczył szybko, na powrót wystawiając twarz do słońca i zamykając oczy.
- Aha. Przepraszam, jeśli ja też ci się aż tak uprzykrzam.. - odparła, nie ukrywając, że trochę dotknęły ją słowa przyjaciela.
Szybko się wyprostował i spojrzał na dziewczynę. Pokręcił gwałtownie głową.
- Nie! Oczywiście, że nie. Przepraszam, jeżeli tak to właśnie zabrzmiało.- wypuścił głośno powietrze, zastanawiając się, jak to wszystko wytłumaczyć.- Po prostu... Sebastian aby zapomnieć o Sorine przeniósł całą energię na quidditch, Mat ma za dużo energii, też nie może jej jakoś sensownie spożytkować. To o nich mi chodziło, nie o ciebie.- powiedział, patrząc Alexii w oczy.
Dziewczyna głęboko miała nadzieję na taką odpowiedź. Odetchnęła głęboko i rozluźniając się spojrzała ponownie w niebo.
- Nic nie szkodzi... A Sebastianem się nie przejmuj. Przejdzie mu. Mam nadzieję..
Uśmiechnął się, kiedy zorientował się, że dziewczyna zrozumiała. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.
- Nie jesteś może głodna? Niedługo będzie obiad.- powiedział spokojnym już tonem.
Alexii właśnie zaburczało w brzuchu, kiedy usłyszała słowa obiad. To dziwne, gdyż wcześniej nie odczuwała głodu, lecz teraz doszła do wniosku, że chętnie by coś przekąsiła.
- Więc chodźmy. W sumie, to trochę zgłodniałam, a ty?
Poklepał się po brzuchu.
- Jak wilk!

***

Oboje byli okropnie głodni jak doszli na miejsce, więc nawet już nie rozmawiali, tylko jedli, by zapełnić jako tako żołądki. Po dłuższej chwili okazało się, że Alexia pierwsza skończyła jeść, więc znowu zaczęła rozmowę:
- Nadal chce ci się tak bardzo spać?
Bill dojadał właśnie swojego kotleta mielonego z ziemniakami, którego miał na talerzu.
- Zasadniczo, to nie. Twoje towarzystwo dobrze mi robi. A czemu pytasz?
- Z ciekawości - odparła grzecznie, spoglądając na smakołyki leżące przed nią, na stole, które nadal ją kusiły, ale chyba nie dałaby rady zmieścić już niczego.
- A ty?- zapytał z pełnymi ustami- Nie masz ochoty się pouczyć?- zapytał, szczerząc się szeroko.
- Zabawne. A wiesz, że nie? Na chwilę obecną mam dość tych książek. Muszę sobie znaleźć przyjaciół, ale nie takich papierowych - zaśmiała się
Spojrzał na nią kątem oka, zatrzymując widelec w połowie drogi do ust.
- Jednego chyba już masz?
- Kogo? - zapytała, nie wiedząc o co chodzi Billowi, jednak po chwili ocknęła się i miała ochotę stuknąć się w głowię.- Aaaaa, Ciebie!
Uśmiechnął się, przeżuwając.
- A nie?
- No oczywiście, że tak! - odparła. Rozejrzała się dookoła, przelatując wzrokiem po twarzach ludzi, którzy ją mijali. - Jestem już tutaj dziesiąty rok a mam wrażenie, że nie znam tutaj połowy ludzi. Muszę częściej wychodzić z pokoju. To całkiem fajne.
- W czym więc problem?- zapytał i wziął szklankę z sokiem. Upił kilka sporych łyków.- Jeżeli się nie otworzysz, nikt nie zrobi tego za ciebie. Trzeba próbować, to nic nie kosztuję.
Alexia spojrzała na przyjaciela.
- Tak, wiem.. Tylko dla mnie ciężko jest się otworzyć.
Zmarszczył brwi, trochę tego nie rozumiejąc.
- Przecież to nie jest nic trudnego powiedzieć cześć i zacząć rozmowę. Jest bardzo mało osób, które skreślą cię już za sam wyraz twarzy.
- Dla Ciebie to wszystko jest proste, Bill - Uśmiechnęła się do niego.
- Bo tak jest.- odpowiedział szybko.- Jeżeli zamkniesz się w czterech ścianach, możesz wiele rzeczy przegapić. Niestety, ale czasu nie cofniesz, a żałować tego, co cię ominęło jest bardzo prosto.
Alexia wiedziała, że w słowach Billa jest nadzwyczajnie wiele racji.
- Wiem, wiem. Zgadzam się z Tobą.
Dziewczyna spojrzała się na swój talerz.
- Będziesz jadł coś jeszcze?
Odsunął od siebie talerz i opadł ciężko na krzesło.
- Niee, nie dam już rady.- odpowiedział, zmieniając temat.- Nie dam chyba rady wstać.
Szatynka uśmiechnęła się szeroko
- Dasz radę, wierzę w Ciebie. Ja już muszę wracać do moich czterech ścian, ehh..
Spróbował podnieść się z krzesła, więc złapał się rękoma za stół.
- Może cię odprowadzić?
- A może ci pomóc? - zapytała. - Ale jeśli mnie odprowadzisz to na pewno się nie pogniewam.
Pokręcił głową i wstał szybko z krzesła.
- Dam sobie radę.- uśmiechnął się szeroko, przybierając na powrót wesołą minę.- W takim razie chodźmy.
- Właśnie, chodźmy.
I oboje poszli wolnym krokiem w kierunku żeńskiego dormitorium Placidusa.

wtorek, 2 lipca 2013

Część IV

 Dla wszystkich. Notka może nie najlepsza, więc proszę o wybaczenie :)



    Alexia szła powoli korytarzem. Ubrana w mundurek szkolny i długą, czarną pelerynę powiewającą na boki przy każdym kroku.. Nigdzie jej się nie śpieszyło. Wstała dziś bardzo wcześnie. Przygotowała się na zajęcia i wyszła z dormitorium. Doszła do wniosku, że nie chce siedzieć w dormitorium, niedługo tam będzie tłok i zgiełk, a ona nie chce się plątać pod nogami. W prawej ręce trzymała podręczniki, które wypadły jej z rozprutej torby, która była wynikiem zahaczenia o klamkę jednej z sal lekcyjnych. Oczywiście, mogła iść zmienić torbę, ale nie chciało już jej się wracać do pokoju. W lewej ręce trzymała różdżkę z ciemnego drewna, którą bawiła się przechadzając się szkolnym korytarzem. Puszczała bańki mydlane, które latały, unosiły się coraz wyżej, aż w końcu pękały przy suficie. Bardzo lubiła zabawy różdżką i nie mogłaby sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie była czarownicą.
Radosnym krokiem przemierzała zamek, krocząc ku sali do Obrony przed Czarną Magią. Nie szła tą drogą co zwykle, wybierała korytarze, którymi przeważnie nie chodziła na te zajęcia. Można powiedzieć, że zrobiła sobie małą wycieczkę po szkole, mimo że znała ją jak własną kieszeń. Wchodząc po schodach prowadzących na piętro, Alexia zauważyła Billa, który stał niedaleko, jedząc batona. Spojrzała się za siebie i postanowiła się z nim przyjaźnie przywitać. Podeszła i powiedziała przyjaznym tonem:
- Cześć Bill, co u Ciebie słychać?
Chłopak nieświadomy niczego brał kolejnego gryza batona, kiedy usłyszał powitanie dziewczyny. Odwrócił się i uśmiechnął na widok znajomej.
- Alexia, cześć!- zawołał, autentycznie uradowany. Spojrzał na batona i schował go zaraz do kieszeni. Wytarł usta dłonią, strzepując okruszki i czekoladę.- W sumie to nic ciekawego. Nawet się nieco nudziłem.
- Taa, u mnie też. Właśnie idę na zajęcia z Obrony przed Czarną Magią. - odpowiedziała z widocznym entuzjazmem w głosie, kiedy mówiła ‘ Obrona przed Czarną Magią’. Rzeczywiście, bardzo lubiła te zajęcia. Były one jednymi z ciekawszych w Snowhange, przynajmniej dla niej. Interesowała się tym, gdyż w przyszłości planowała zostać aurorem.
Ponownie spojrzała się za siebie. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, mimo że za nią nie było prawie nikogo. Aczkolwiek czuła, na pewno czuła czyjś wzrok na sobie. Nie wiedzieć czemu od razu przypomniała jej się zeszła noc, impreza i rozmowa z Aaronem. Chciała go za wszelką cenę unikać i nie dopuścić do spotkania z chłopakiem. Oh, jak on ją denerwował tą swoją namolnością! Rozejrzała się na boki. W końcu jej wzrok przystanął na twarzy Billa.
- Masz jeszcze na policzku trochę czekolady. – odparła. Zaśmiałaby się, ale raczej nie wypadało. Musiała przyznać, że widok przyjaciela umazanego w czekoladzie sprawił jej nie lada radochę. Ten zaś wyszczerzył się, pokazując swoje białe zęby. Najpierw spróbował dosięgnąć językiem czekoladę na policzku, co dla Alexii wyglądało komicznie. Po chwili zaczął trzeć policzek palcem, oczywiście nie trafiając w plamę.
- Już?- zapytał, wciąż przyjacielsko się uśmiechając.
- Bardziej w prawo.
Potarł mocno prawy policzek, aż się zrobił bardzo czerwony.
- Już?- zapytał ponownie, po czym wziął od dziewczyny książki, które zaczęły jej bardzo ciążyć.- Mogę ci potowarzyszyć do klasy? Wiesz, tak na wszelki wypadek, gdybym miał się znów ubrudzić.- posłał jej wesoły, przyjacielski uśmieszek, który dziewczyna szczerze odwzajemniła. Bill zawsze potrafił ją rozbawić. Był niezwykle zabawny i miły dla niej. Był też otwarty, czego Alexia bardzo mu zazdrościła . Potrafiła otworzyć się tylko przy osobach bardzo bliskich jej sercu.
- Dziękuję ci bardzo. Moja torba znowu się rozpruła. Szkoda, lubiłam ją. – westchnęła, przypominając sobie, by unikać kontaktu z Aaronem. Po raz któryś z kolei spojrzała się za siebie, upewniając się w przekonaniu, że po chłopaku nie ma śladu. Tak też było. Mimo to, lepiej uważać. On potrafił znikać niepostrzeżenie i pojawiać się błyskawicznie, jakby wyrósł spod ziemi.
Ciągnąc rozmowę dalej, Alexia rozpoczęła w inny temat. Zapytała, choć wiedziała, że to pytanie, z którym wyskoczyła ni stąd ni zowąd nie było najlepsze:
- Grasz w Quiddichta?
Przyjaciel roześmiał się. Szatynka od razu wiedziała czemu. Sama była w drużynie i znała składy drużyn przeciwnych. Miała ochotę stuknąć się w głowę, lecz słowo się już rzekło.
- Jasne, że tak, głuptasie. Przecież już od dobrych trzech lat jestem w drużynie.
- Ahh, no rzeczywiście! – odrzekła. Zamotała się, to chyba przez to, że była niewyspana.
- Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć zapomnieć. W końcu Nina odbiera wszystkie piłki, które lecą w moją stronę, zabierając mi przy tym okazję do strzału. - roześmiał się krótko. Przestał, kiedy nagle coś sobie przypomniał - Ciekawe jak nam w tym roku wyjdzie. Przecież drugi mecz mamy z wami!- szturchnął ją lekko w bok, co spowodowało, że dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy.- Postaramy się was aż tak bardzo nie ograć!
Alexia zaśmiała się i przystała na chwilę. Znów spojrzała się za siebie i odpowiedziała, chcąc się odgryźć, co specjalnie jej nie wyszło:
- Chyba przeceniasz swoje możliwości, przyjacielu.
Pokręcił przecząco głową.
- Chyba nie wiesz, o czym mówisz. – zaczął - Mamy nowego kapitana, który ostro się za nas wziął. Codziennie katuje mnie nowymi zestawieniami. Czasem mam już go serdecznie dosyć.
Szatynka zmarszczyła pytająco brwi. Nic nie słyszała o nowym kapitanie swoich rywali. Przestraszyła się, nie wiedziała czego ma się spodziewać, mimo to szła ramię w ramię z przyjacielem nic nie mówiąc i czekając, aż kolega powie jej coś więcej na dany temat. Lecz w końcu nie wytrzymała i zapytała:
- A kto jest waszym nowym kapitanem?
- No jak to kto? - zaczął, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem, co spowodowało, że Alexia miała wrażenie, iż tylko ona nie wiedziała o nowym kapitanie. - Jaśnie nam panujący, wspaniały, miły, uczynny, inteligentny pan prefekt, Sebastian! - uśmiechnął się i spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynę. - Nie słyszałaś o tym?
Alexia otworzyła szeroko oczy. Kompletnie się tego nie spodziewała. Sebastian? Kapitanem? Dziewczyna nie potrafiła sobie wyobrazić Sebastiana w roli kapitana. Wydawał jej się za.. Hm, delikatny? Nie, to by było złe określenie, ale szatynka nie potrafiła znaleźć innego słowa określającego nowego kapitana przeciwników. Aczkolwiek zaciekawiła ją jedna rzecz, o której wspomniał Bill.
- Nic o tym nie wiedziałam. A to dlaczego masz go dosyć? Jest aż tak wymagający?
- Nie zrozum mnie źle. Facet faktycznie ma talent do tego co robi, ale czasem wszystko chce aż za bardzo kontrolować. Na treningach wyciska z nas siódme poty i mogę się założyć, że to dla niego zbyt mało - wytłumaczył spokojnie. - Wcale się nie dziwię, że to jego wybrali. Potrafi zapanować nad naszą gromadką, nawet nad rudą. Był idealnym kandydatem.
- Cały Sebastian. Stara się jak tylko może, przynajmniej widać, że mu bardzo zależy i drużyna nie jest mu obojętna. To cecha, którą powinien posiadać każdy kapitan. A przynajmniej każdy dobry kapitan, który dąży do zwycięstwa swojej drużyny. – odpowiedziała, po czym zapanowała krótka cisza. Nie była niezręczna, wprost przeciwnie, była bardzo przyjemna. Oboje szli w milczeniu. Tylko Alexia co jakiś czas odwracała swój wzrok do tyłu. W końcu dziewczyna ponownie zaczęła rozmowę, widząc swoją klasę.
- To tutaj, sala Obrony przed Czarną Magią. Naprawdę dobrze mi się rozmawiało i bardzo dziękuję za poniesienie książek. Słuchaj, a może się kiedyś gdzieś umówimy?
Zamrugał oczami, chyba nie do końca rozumiejąc, o co dziewczynie chodzi. Musiał to po prostu źle zrozumieć, gdyż Alexii chodziło tylko o spacer.
- Umówimy?- zapytał, znów się okropnie szeroko szczerząc. Podniósł wysoko brwi i oddał jej książki. Szatynka rozumiejąc już o czym pomyślał chłopak, miała ochotę wybuchnąć gromkim śmiechem, aczkolwiek nie zrobiła tego. Znowu zrobiło jej się głupio, więc zaczęła się tłumaczyć.
- Eee, no w sensie tak jako przyjaciele. A o czym myślałeś?
Kiwnął głową, dając jej znak, że rozumie i nie musi już mówić więcej.
- Jasne, nie ma problemu. - Usłyszał drugą część jej wypowiedzi i zasępił się, rozmyślając dokładnie nad ostatnimi słowami wypowiedzi koleżanki. - Sam nie wiem, chyba pierwsze, co mi przyszło do głowy to randka. Wybacz Alexio, ale tak to właśnie zabrzmiało. - Posłał jej przepraszający uśmiech.
- To przepraszam, że to tak zabrzmiało, nie gniewaj się, chodziło mi o wyjście gdzieś jak przyjaciele..
Machnął ręką, jakby nie miało to już dla niego żadnego znaczenia.
- Spoko, wszystko rozumiem. - Uśmiechnął się do niej raz kolejny. - No nic, będę już uciekał. - Obok nich przeszedł Sebastian, okropnie nad czymś zamyślony. Nim przekroczył próg, podniósł głowę i zauważył jedynie Billa.
- Bill, dobrze, że cię widzę - powiedział do niego. - O 18 widzę cię w naszym dormitorium. Mamy do pogadania. - Blondyn poszedł dalej, nawet nie zauważając stojącej obok dziewczyny, co ją troszkę uraziło.
- Widzisz, żyć mi nie daje - poskarżył się z uśmiechem Bill. - No ale nic, już ci nie przeszkadzam. Miłego dnia.
- Nigdy nie przeszkadzasz – odparła. - Trzymaj się i powodzenia na treningu. - Pomachał jej jeszcze tylko ręką na pożegnanie i odszedł w swoją stronę.
Alexia zrobiła to samo, otworzyła drzwi i weszła do sali, mówiąc wesoło i donośnie 'dzień dobry!', po czym usiadła w trzeciej od przodu ławce, koło okna, w rzędzie po lewej.