Dla całego Snowhange.
Sometimes I don’t wanna be better
Sometimes I can’t be put back together
Sometimes I find it hard to believe
There’s someone else who could be
Just as messed up as me
Skillet – sometimes.
Sometimes I can’t be put back together
Sometimes I find it hard to believe
There’s someone else who could be
Just as messed up as me
Skillet – sometimes.
- Co ci się stało? Nie
wyglądasz za dobrze.
Alexia, która do tej pory
patrzyła się przed siebie, próbując na nikogo nie wpaść
przystanęła i odwróciła wzrok. Czuła, jakby miała za chwilę
puścić pawia, lecz starała się wstrzymać odruch wymiotny.
- Nic, świetnie się czuję.
Lecz chłopak chyba nie
łyknął tej wymówki. Rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy
nigdzie przypadkiem nie ma żadnego z profesorów.
- Alexia, lepiej powiedz mi,
co ci się stało, zanim przyjdzie jakiś nauczyciel i to jemu
będziesz musiała się tłumaczyć!
- Boże, człowieku, uspokój
się i nie krzycz tak, bo..- język zastygł jej w gardle. Jeśli się
wygada, że jej głowa pęka, to wiedziała, że Alan domyśli się
od razu jaka jest przyczyna jej dzisiejszego stanu.
- Bo? A może cię głowa
boli?
- Kurde – pomyślała, po
czym wbiła wzrok w podłogę. Myślała przez chwilę, czy da radę
się jakoś wykręcić i czy w ogóle warto dalej okłamywać
chłopaka. Wiedziała, że z jednej strony niepotrzebnych słów
będzie mnóstwo, ale z drugiej może w końcu spławi go.
Zaryzykowała jednak egzortą i postanowiła powiedzieć chłopakowi
prawdę.
- Wczoraj, gdy Lena wróciła
do dormitorium wyciągnęła z torby butelkę. To chyba była whisky.
Nie jestem jakąś wytrawną smakoszka, ale tak to właśnie
smakowało. Poczęstowała mnie i zaczęłyśmy rozmawiać. Dialog
ciągnął się do później nocy. Okazało się, że miała aż trzy
butelki tego alkoholu. Wypiłyśmy prawie wszystko, no i dzisiaj mam
chyba kaca.. To znaczy nie chyba, ale chyba na pewno. Znaczy, no na
pewno.
- Przecież ty nawet dobrze
nie zdążyłaś wytrzeźwieć.- Doyle położył rękę na czole i
spojrzał się w sufit, jakby oczekiwał jakieś cudownej podpowiedzi
z niebios. Spojrzał za siebie i bez słowa złapał szatynkę za
rękę, po czym zaczął ją ciągnąć za sobą. Alexia domyśliła
się, że prowadzi ją do dormitorium, bo nie pozwoli jej na udział
w żadnych z dzisiejszych zajęć, co jej było zresztą na rękę.
Nie chciała się pokazywać komukolwiek w takim stanie. W sumie, to
nawet nie wiedziała, dlaczego wybierała się dziś na zajęcia.
Zaczęła w myślach dziękować Bogu, że spotkała Alana na swojej
drodze, który teraz bezpiecznie odprowadzi ją do pokoju. Nie
przewidziała jednak jednego – schodów na górę. Było ich tak
dużo, że gdy tylko nie na nie spojrzała, miała ochotę powiedzieć
kuzynowi, żeby ją na nie wniósł czy coś. Nie ma jednak tak
dobrze. Chłopak pędził ja na złamanie karku, a ona ledwo żywa
pędziła za nim ledwo utrzymując się na własnych nogach. Bała
się wywrotki, bo wiedziała, że nie skończy się to miło. I tak
już nie czuła się zbyt dobrze, a nie chciała jeszcze pogarszać
swojego stanu. Podtrzymywała się zimnej poręczy, by nie spaść. W
końcu jednak wyczerpana dotarła przed drzwi dormitorium u boku
kuzyna. Alan otworzył drzwi i przepuścił Alexię przodem uważając,
by się nie przewróciła. Wszedł za nią do pokoju i nagle bam!
Dostał w twarz parą spodni i kilkoma koszulkami współlokatorek
szatynki.
- Spadaj stąd, zboczeńcu!
- krzyknęły jedna z dziewcząt.
Speszony chłopak odwrócił
się na pięcie i wyszedł za drzwi, które energicznie zostały
zamknięte przez jedną z dziewcząt.
- Ałł – jęknął, kiedy
drzwi uderzyły go w tył głowy.
Alexia podeszła do łóżka,
rzucając się na nie. Leżała przez chwilę nieruchomo, znowu
powstrzymując odruch wymiotny, który był tym razem silniejszy.
Przewróciła się na plecy i położyła się tym razem nie w
poprzek, a wzdłuż na łóżku, zdejmując buty. Położyła bolącą
głowę na miękką poduszkę i przykryła się ciepłą kołdrą.
Było jej wtedy tak miękko, tak przyjemnie, że chodź na chwile
zapomniała o bólu i zatonęła w ramionach Morfeusza.
***
Był już wieczór, kiedy
Alexia obudziła się z drzemki. Czuła się już lepiej, głowa już
tak nie bolała, lecz w dalszym ciągu dziewczyna czuła, że zbiera
jej się na wymioty. Pomyślała, że zrobi sobie herbatę i może
wtedy jej przejdzie. Usiadła na łóżku i założyła buty, które
akurat miała pod ręką, a były to jej ulubione, czarne balerinki.
Kiedy wstawała, poczuła czyjąś dłoń na swoim przedramieniu.
- Czekaj, czekaj. Jeśli
chcesz herbaty, to ja pójdę. - powiedziała Lena, która od kilku
godzin siedziała na łóżku naprzeciwko i czekała, aż Alexia się
obudzi i będzie mogła ją przeprosić za wczorajszą noc. - No a
dopóki mnie jeszcze słuchasz, to chciała cię przeprosić. Nie
wiedziałam, że tak źle tolerujesz trochę alkoholu.
- Trochę?! - zapytała
oburzona szatynka – Cała butelka whisky to dla ciebie trochę?
- Eeeee...To może ja pójdę
zrobić to herbatę..
Nie dokończyła, bo
przerwała jej zirytowała Alexia.
- Idź, idź.
Kiedy rudowłosa poszła po
herbatę, szatynkę zaczęły łapać wyrzuty sumienia, że
nakrzyczała na swoją kuzynkę. Przecież ma ona wolną wolę. Mogła
nie pić, a jednak bez wahania złapała za butelkę. Może chciała
w końcu utopić wszystkie smutki? Nawet nie pamiętała dlaczego to
zrobiła. Chyba nawet nie chciałaby zapamiętać. Wiedziała jednak
jedno, że co jak co, ale było warto. W życiu nie czuła się tak
jak wtedy i wiedziała, że chce częściej doświadczać tego stanu,
choćby nie ważne jakie by musiały by być tego późniejsze
skutki.
Szatynka rozejrzała się
dookoła, szukając wzrokiem Melody. Stęskniła się za nią. Długo
już jej nie widziała pomimo że w końcu mieszkają przecież w
jednym pokoju! Niestety, po przyjaciółce nie było nawet śladu,
więc zdecydowała się pójść do głównego pokoju Placidusa.
Otworzyła drzwi, krok, drugi i już była za progiem. Trzy kroki do
przodu.
- Znowu te cholerne schody –
burknęła pod nosem – nienawidzę was.
Jednak schodek po schodku,
pomału zeszła na dół. O dziwo w pokoju nikogo nie było. Ciszę
przecinał jedynie trzask palącego się drewna w kominku. Dziewczyna
rozsiadła się wygodnie w fotelu, wsłuchując się w błogą ciszę
panującą w pomieszczeniu. Delikatny, chłodny, grenlandzki wietrzyk
wpadający przez uchylone okno otulał całą Alexię. Cichutkie
hukanie białych sów utwierdzało dziewczynę w przekonaniu, że
nawet w tej mroźnej, wiecznie otulonej białym puchem krainie tętni
życie, które niczym światełko w tunelu rozświetla wiecznie
zaśnieżoną Grenlandię.
Rozkoszując się chwilą
Walsh usłyszała pukanie do drzwi. Myślała, że to Lena robi sobie
żarty, więc bez wahania krzyknęła:
- Wchodź, nie rób sobie
jaj!
Ku jej zdziwieniu w drzwiach
nie zobaczyła drobnej sylwetki rudowłosej kuzynki, a sylwetkę
męską, należącą do wysokiego, zielonookiego blondyna.
- Mam nadzieję, że ci
zbytnio nie przeszkadzam. To co, mogę wejść?
Kompletnie zdębiała. Aaron
był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć. Przez
ostatnie dwa tygodnie kompletnie o nim zapomniała, nie licząc
pierwszego dnia w szkole. Kiedy wszedł do pokoju otworzyła szeroko
oczy, powstrzymując się, by nie otworzyć również ust. Wiedziała,
że zbladła, po prostu to czuła. Wzięła głęboki oddech, by się
trochę otrząsnąć i odpowiedziała:
- Jasne, pewnie, wchodź
śmiało.
Chłopak bez słowa usiadł
tuż obok niej. Szatynka starała się nie zwracać na niego uwagi,
co było bardzo trudne. Kiedy podszedł bliżej serce zaczęło bić
jej szybciej. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki
piersiowej, i spadnie na podłogę.
- Wiem, że nadal jesteś na
mnie zła, ale ja naprawdę chciałbym, abyś mi w końcu
wybaczyła...
Alexia poczuła, jak łzy
zaczęły napływać jej do oczu. Musiała się bardzo powstrzymywać,
by te łzy nie spłynęły jej wartko po policzku. Słowa chłopaka
bardzo ją wzruszały. W końcu zdobył się na odwagę by przyjść
i przeprosić ją za wszystko, za każdą wylaną łzę, za każde
kłamstwo, za każdą krzywdę.
Chłopak zaczął mówić
dalej.
- To co zrobiłem, to była
jedna, wielka pomyłka. Naprawdę mi na tobie zależy i nie chcę, by
to wszystko tak się skończyło. Pamiętasz, jak byliśmy
szczęśliwi? Razem?
U dziewczyny w kącikach ust
pojawił się dyskretny uśmiech.
- Co ty na to? Zacznijmy od
nowa. Obiecuję ci, że nigdy już nie popełnię takiego błędu,
jaki zrobiłem wtedy.
Szatynka o mało nie zalała
się łzami. Odwróciła wzrok, który wcześniej był wbity w
kominek. Spojrzała głęboko w oczy chłopaka, starając się w nich
nie utonąć. Chociaż nie, to już jej nie groziło. Dopiero teraz,
patrząc mu się głęboko w oczy poczuła, że to uczucie, którym
jeszcze niedawno go darzyła, ulotniło się. Nie było już pomiędzy
nimi takiej chemii, jaka była kiedyś. Uświadomiła sobie, że za
wiele się zdarzyło. Nie kochała go.
Otworzyła usta, by
powiedzieć Aaronowi, co o tym myśli, kiedy poczuła ogromne
mdłości. Wstała prędko z fotela i czym prędzej pobiegła w
kierunku łazienki. Kiedy po paru minutach poczuła się już lepiej
postanowiła wrócić do pokoju, lecz tam już nie została chłopaka.
Była wtedy na siebie niewyobrażalnie zła, że nie powiedziała
tego, co chciała powiedzieć. Lecz teraz zamiast niego został jej
tylko żal po niewypowiedzianych słowach.
Alexia, coś ty zrobiła..