piątek, 12 lipca 2013

Część VI


Dla całego Snowhange.

Sometimes I don’t wanna be better
Sometimes I can’t be put back together
Sometimes I find it hard to believe
There’s someone else who could be
Just as messed up as me

Skillet – sometimes.



          Wielu ludzi nie było jeszcze przyzwyczajonych do wczesnego wstawania pomimo, że rok szkolny trwał już równe czternaście dni. Wszyscy na pierwsze zajęcia chodzili jak zombie. Nieogarnięci, ledwo przytomni i całkowicie niewyspani. Ona również należała do tego licznego grona osób. Alexia szła chwiejnym krokiem przemierzając korytarz. Miała lekko podkrążone oczy i nawet skórę bladszą niż zwykle. Pognieciona koszula mundurka szkolnego sprawiała, że dziewczyna wyglądała, jakby prosto po wstaniu z łóżka wyszła z dormitorium. Nie uciekło to uwadze Alana, kuzyna szatynki, który również właśnie szedł na te same zajęcia. Podszedł do ledwo idącej dziewczyny celem przywitania się, lecz zrezygnował z tego. Patrząc na jej twarz przeszedł od razu do rzeczy.
- Co ci się stało? Nie wyglądasz za dobrze.
Alexia, która do tej pory patrzyła się przed siebie, próbując na nikogo nie wpaść przystanęła i odwróciła wzrok. Czuła, jakby miała za chwilę puścić pawia, lecz starała się wstrzymać odruch wymiotny.
- Nic, świetnie się czuję.
Lecz chłopak chyba nie łyknął tej wymówki. Rozejrzał się dookoła, by sprawdzić, czy nigdzie przypadkiem nie ma żadnego z profesorów.
- Alexia, lepiej powiedz mi, co ci się stało, zanim przyjdzie jakiś nauczyciel i to jemu będziesz musiała się tłumaczyć!
- Boże, człowieku, uspokój się i nie krzycz tak, bo..- język zastygł jej w gardle. Jeśli się wygada, że jej głowa pęka, to wiedziała, że Alan domyśli się od razu jaka jest przyczyna jej dzisiejszego stanu.
- Bo? A może cię głowa boli?
- Kurde – pomyślała, po czym wbiła wzrok w podłogę. Myślała przez chwilę, czy da radę się jakoś wykręcić i czy w ogóle warto dalej okłamywać chłopaka. Wiedziała, że z jednej strony niepotrzebnych słów będzie mnóstwo, ale z drugiej może w końcu spławi go. Zaryzykowała jednak egzortą i postanowiła powiedzieć chłopakowi prawdę.
- Wczoraj, gdy Lena wróciła do dormitorium wyciągnęła z torby butelkę. To chyba była whisky. Nie jestem jakąś wytrawną smakoszka, ale tak to właśnie smakowało. Poczęstowała mnie i zaczęłyśmy rozmawiać. Dialog ciągnął się do później nocy. Okazało się, że miała aż trzy butelki tego alkoholu. Wypiłyśmy prawie wszystko, no i dzisiaj mam chyba kaca.. To znaczy nie chyba, ale chyba na pewno. Znaczy, no na pewno.
- Przecież ty nawet dobrze nie zdążyłaś wytrzeźwieć.- Doyle położył rękę na czole i spojrzał się w sufit, jakby oczekiwał jakieś cudownej podpowiedzi z niebios. Spojrzał za siebie i bez słowa złapał szatynkę za rękę, po czym zaczął ją ciągnąć za sobą. Alexia domyśliła się, że prowadzi ją do dormitorium, bo nie pozwoli jej na udział w żadnych z dzisiejszych zajęć, co jej było zresztą na rękę. Nie chciała się pokazywać komukolwiek w takim stanie. W sumie, to nawet nie wiedziała, dlaczego wybierała się dziś na zajęcia. Zaczęła w myślach dziękować Bogu, że spotkała Alana na swojej drodze, który teraz bezpiecznie odprowadzi ją do pokoju. Nie przewidziała jednak jednego – schodów na górę. Było ich tak dużo, że gdy tylko nie na nie spojrzała, miała ochotę powiedzieć kuzynowi, żeby ją na nie wniósł czy coś. Nie ma jednak tak dobrze. Chłopak pędził ja na złamanie karku, a ona ledwo żywa pędziła za nim ledwo utrzymując się na własnych nogach. Bała się wywrotki, bo wiedziała, że nie skończy się to miło. I tak już nie czuła się zbyt dobrze, a nie chciała jeszcze pogarszać swojego stanu. Podtrzymywała się zimnej poręczy, by nie spaść. W końcu jednak wyczerpana dotarła przed drzwi dormitorium u boku kuzyna. Alan otworzył drzwi i przepuścił Alexię przodem uważając, by się nie przewróciła. Wszedł za nią do pokoju i nagle bam! Dostał w twarz parą spodni i kilkoma koszulkami współlokatorek szatynki.
- Spadaj stąd, zboczeńcu! - krzyknęły jedna z dziewcząt.
Speszony chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł za drzwi, które energicznie zostały zamknięte przez jedną z dziewcząt.
- Ałł – jęknął, kiedy drzwi uderzyły go w tył głowy.
Alexia podeszła do łóżka, rzucając się na nie. Leżała przez chwilę nieruchomo, znowu powstrzymując odruch wymiotny, który był tym razem silniejszy. Przewróciła się na plecy i położyła się tym razem nie w poprzek, a wzdłuż na łóżku, zdejmując buty. Położyła bolącą głowę na miękką poduszkę i przykryła się ciepłą kołdrą. Było jej wtedy tak miękko, tak przyjemnie, że chodź na chwile zapomniała o bólu i zatonęła w ramionach Morfeusza.
***
             Był już wieczór, kiedy Alexia obudziła się z drzemki. Czuła się już lepiej, głowa już tak nie bolała, lecz w dalszym ciągu dziewczyna czuła, że zbiera jej się na wymioty. Pomyślała, że zrobi sobie herbatę i może wtedy jej przejdzie. Usiadła na łóżku i założyła buty, które akurat miała pod ręką, a były to jej ulubione, czarne balerinki. Kiedy wstawała, poczuła czyjąś dłoń na swoim przedramieniu.
- Czekaj, czekaj. Jeśli chcesz herbaty, to ja pójdę. - powiedziała Lena, która od kilku godzin siedziała na łóżku naprzeciwko i czekała, aż Alexia się obudzi i będzie mogła ją przeprosić za wczorajszą noc. - No a dopóki mnie jeszcze słuchasz, to chciała cię przeprosić. Nie wiedziałam, że tak źle tolerujesz trochę alkoholu.
- Trochę?! - zapytała oburzona szatynka – Cała butelka whisky to dla ciebie trochę?
- Eeeee...To może ja pójdę zrobić to herbatę..
Nie dokończyła, bo przerwała jej zirytowała Alexia.
- Idź, idź.
Kiedy rudowłosa poszła po herbatę, szatynkę zaczęły łapać wyrzuty sumienia, że nakrzyczała na swoją kuzynkę. Przecież ma ona wolną wolę. Mogła nie pić, a jednak bez wahania złapała za butelkę. Może chciała w końcu utopić wszystkie smutki? Nawet nie pamiętała dlaczego to zrobiła. Chyba nawet nie chciałaby zapamiętać. Wiedziała jednak jedno, że co jak co, ale było warto. W życiu nie czuła się tak jak wtedy i wiedziała, że chce częściej doświadczać tego stanu, choćby nie ważne jakie by musiały by być tego późniejsze skutki.
Szatynka rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem Melody. Stęskniła się za nią. Długo już jej nie widziała pomimo że w końcu mieszkają przecież w jednym pokoju! Niestety, po przyjaciółce nie było nawet śladu, więc zdecydowała się pójść do głównego pokoju Placidusa. Otworzyła drzwi, krok, drugi i już była za progiem. Trzy kroki do przodu.
- Znowu te cholerne schody – burknęła pod nosem – nienawidzę was.
Jednak schodek po schodku, pomału zeszła na dół. O dziwo w pokoju nikogo nie było. Ciszę przecinał jedynie trzask palącego się drewna w kominku. Dziewczyna rozsiadła się wygodnie w fotelu, wsłuchując się w błogą ciszę panującą w pomieszczeniu. Delikatny, chłodny, grenlandzki wietrzyk wpadający przez uchylone okno otulał całą Alexię. Cichutkie hukanie białych sów utwierdzało dziewczynę w przekonaniu, że nawet w tej mroźnej, wiecznie otulonej białym puchem krainie tętni życie, które niczym światełko w tunelu rozświetla wiecznie zaśnieżoną Grenlandię.
Rozkoszując się chwilą Walsh usłyszała pukanie do drzwi. Myślała, że to Lena robi sobie żarty, więc bez wahania krzyknęła:
- Wchodź, nie rób sobie jaj!
Ku jej zdziwieniu w drzwiach nie zobaczyła drobnej sylwetki rudowłosej kuzynki, a sylwetkę męską, należącą do wysokiego, zielonookiego blondyna.
- Mam nadzieję, że ci zbytnio nie przeszkadzam. To co, mogę wejść?
Kompletnie zdębiała. Aaron był ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć. Przez ostatnie dwa tygodnie kompletnie o nim zapomniała, nie licząc pierwszego dnia w szkole. Kiedy wszedł do pokoju otworzyła szeroko oczy, powstrzymując się, by nie otworzyć również ust. Wiedziała, że zbladła, po prostu to czuła. Wzięła głęboki oddech, by się trochę otrząsnąć i odpowiedziała:
- Jasne, pewnie, wchodź śmiało.
Chłopak bez słowa usiadł tuż obok niej. Szatynka starała się nie zwracać na niego uwagi, co było bardzo trudne. Kiedy podszedł bliżej serce zaczęło bić jej szybciej. Miała wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej, i spadnie na podłogę.
- Wiem, że nadal jesteś na mnie zła, ale ja naprawdę chciałbym, abyś mi w końcu wybaczyła...
Alexia poczuła, jak łzy zaczęły napływać jej do oczu. Musiała się bardzo powstrzymywać, by te łzy nie spłynęły jej wartko po policzku. Słowa chłopaka bardzo ją wzruszały. W końcu zdobył się na odwagę by przyjść i przeprosić ją za wszystko, za każdą wylaną łzę, za każde kłamstwo, za każdą krzywdę.
Chłopak zaczął mówić dalej.
- To co zrobiłem, to była jedna, wielka pomyłka. Naprawdę mi na tobie zależy i nie chcę, by to wszystko tak się skończyło. Pamiętasz, jak byliśmy szczęśliwi? Razem?
U dziewczyny w kącikach ust pojawił się dyskretny uśmiech.
- Co ty na to? Zacznijmy od nowa. Obiecuję ci, że nigdy już nie popełnię takiego błędu, jaki zrobiłem wtedy.
Szatynka o mało nie zalała się łzami. Odwróciła wzrok, który wcześniej był wbity w kominek. Spojrzała głęboko w oczy chłopaka, starając się w nich nie utonąć. Chociaż nie, to już jej nie groziło. Dopiero teraz, patrząc mu się głęboko w oczy poczuła, że to uczucie, którym jeszcze niedawno go darzyła, ulotniło się. Nie było już pomiędzy nimi takiej chemii, jaka była kiedyś. Uświadomiła sobie, że za wiele się zdarzyło. Nie kochała go.
Otworzyła usta, by powiedzieć Aaronowi, co o tym myśli, kiedy poczuła ogromne mdłości. Wstała prędko z fotela i czym prędzej pobiegła w kierunku łazienki. Kiedy po paru minutach poczuła się już lepiej postanowiła wrócić do pokoju, lecz tam już nie została chłopaka. Była wtedy na siebie niewyobrażalnie zła, że nie powiedziała tego, co chciała powiedzieć. Lecz teraz zamiast niego został jej tylko żal po niewypowiedzianych słowach.
Alexia, coś ty zrobiła..

5 komentarzy:

  1. hahaha, powiem Ci, że jak zaczęłam czytać to nie wiedziałam czy ten dialog z Alanem coś wnosi czy napisałaś go z nudy... ale podsumowanie niesamowite :D Ciekawe dlaczego Aaron uciekł, czy obrzydziło go to czy może pomyślał, że się upokorzył, bo to reakcja na jego wypowiedź ;p w każdym razie wygląda na to, że jest dobrym człowiekiem i naprawdę mu zależy. Fajna notka!
    Tośka

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też rozwaliła ta nagła "wylewność" Alexii :D. Szkoda, że nie zwymiotowała na niego, hahahaha.
    Ale takiego kosza to mało który chłopak dostał, hahaha...!
    A ja lubię Aarona, choć ma głupie imię :D. Dowiedziałabym się o nim czegoś więcej :).
    Haha, kac morderca... Pijana Alexia... No nie. Takie zwykłe, normalne, a jakie zabawne. I te piekielne schody!
    Ładna notka :). Ade

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać ze robisz postępy jak chodzi o opisy! Bardzo ładnie! Ale zwracaj też uwagę na poprawność. I nie wiem czy to ja nie doczytałam (chociaż czytałam kilka razy) czy tam rzeczywiście jest błąd, ale: Alexia schodzi do PW, a Aaron puka do dormitorium, dobrze zrozumiałam?
    W każdym razie- notka mi się podobała, końcówka była taka prawdziwa :D Mam nadzieję, że jednak się dogadają. Aaron. Lubię go za same wspomnienia jakie niesie to imię, ale u Ciebie jest zupełnie inny, co nie zmienia faktu, że również daje się lubić. Nieugięty :D Ciekawe czy wymiotująca miłość-życia go nie zniechęci :D
    Trzymam kciuki i czekam na kolejny post,
    Lailanii

    OdpowiedzUsuń
  4. Dotarłam i ja. Nieco spóźniona, ale jednak ;) Musisz mi wybaczyć, ale czas ma czytanie notek mam zazwyczaj w weekendy.
    Przechodząc do sedna... Zgadzam sie z Lei, robisz duze postepy w opisach, coraz milej sie wszystko czyta. Sama notka byla mila i przyjemna. Tez mi sie zdawalo, ze Alexia zaczęła schodzic do PW, aaaale.... ;)
    Pozdrawiam i życzę weny!
    F.

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedna skrzywdzona Alexia, trochę nie pasuje mi do jej realizmu i odpowiedzialności wizja upojenia alkoholowego. Ale chyba o to chodziło. Mam nadzieję, że wkrótce wyjaśni się sprawa z Aaronem i powiesz nam więcej o przeszłości Alexii. No i czekam na Deana! U Tośki już się pojawiła Alexia, więc pewnie będzie wkrótce. Buzia:*

    OdpowiedzUsuń